Człowiek cały utkany jest z oczekiwań. Nieustannie na coś czeka. Są oczekiwania małe i wielkie. Takie, które człowieka usypiają, i takie, które porywają na szlak nie znajdującej ukojenia wędrówki. Pisał wszakże R. M. Rilke:

A ty czekasz, ty czekasz na jedno,
co twe życie wzniesie nieskończenie,
na wielkie, niezwykłe zdarzenie,
na kamieni nagłe przebudzenie,
na głębie, co u stóp twych legną.

Czy jednak owa tęsknota oczekiwań, ów niepokój w oczekiwanie wpisany, nie jest jakimś łudzeniem się człowieka, nie jest jedną wielką mistyfikacją, jakiej poddana zostaje istota ludzka, swoistym rodzajem strategii przetrwania wobec zawodów, rozczarowań, jakie nieustannie stają się jej udziałem? Może poza oczekiwaniem nic się nie kryje? Może oczekiwaniu nikt nie wyjdzie naprzeciw? Może pustka bezdenna kryje się za niepokojem oczekiwania? Może, jak chce jeden z twórców teatru absurdu, S. Beckett, Godot, na którego czekają wszyscy w znanej sztuce Czekając na Godota, nigdy nie przyjdzie, bo tragiczne do samego rdzenia jest istnienie ludzkie, bo jest samooszustwem, bezużyteczną pasją? Takie to pytania rodzą się, kiedy wmyślamy się w czar czekania adwentowego.

Nie pocieszają nas mędrcy, kiedy przeraźliwie trzeźwo wieszczą kres ludzkiego losu. T. de Chardin: „Przyjdzie dzień, kiedy także i ziemia jako wielka skamielina krążyć będzie wokół słońca, cała biała. Nie będzie na jej powierzchni żadnego ruchu. W jej wnętrzu spoczywać będą nasze kości”. Zaś J. Rostand odziera nas z wszelkich złudzeń, odsłaniając banalny finał wszelkiej aktywności ludzkiej, całego theatrum mundi: „Jest rzeczą prawie pewną, że ziemia któregoś dnia ulegnie do tego stopnia ochłodzeniu, iż nie będzie już możliwa na niej kontynuacja życia ludzkiego. Jakąkolwiek rozwinąłby człowiek energię, żeby przetrwać, pewnego dnia, nieuchronnie, będzie musiał ulec w owej nierównej walce”.

Nie milknie wszakże, mimo takich „trzeźwych” prognoz, zew ludzkiego czekania. Ciągle niespokojny, ciągle wypatrujący czegoś (Kogoś?), co przyniesie mu jakiś nowy wątek, otworzy jakiś nowy horyzont. Zaiste, jak chce E. Bloch, myśliciel niemiecki żydowskiego pochodzenia, być człowiekiem, to być w drodze do czegoś innego, nie znanego, nie mieszczącego się w granicach ludzkiej wyobraźni, ale jednak wołającego ku sobie.

Można stłumić głos owej tęsknoty, można zrezygnować z czekania, ale wówczas sposobem bycia człowieka stanie się codzienna płytka i doraźna krzątanina, zabiegi wokół małych, nieistotnych spraw, ucieczka w nijakość, robienie interesów, byle zapełnić pustkę ludzkiej egzystencji. Przerażający tekst, wyjęty z książki H. Hessego Wilk stepowy, odsłania ramy zdewastowanego ludzkiego świata zamkniętego w sobie, wyjałowionego z pełnego tęsknoty oczekiwania:

Trzoda ludzka popędzana lękiem,
Dyszy chucią i o szczęściu marzy.
Mdły jej odór wokół się wyczuwa,
Sama zżera się i znowu się wypluwa.
Knuje wojny tworzy sztuki piękne,
Dom rozpusty przyozdabia złudą,
Grzęźnie w blichtrze dziecięcego świata,
Tłoczy się i ginie przed jarmarczną budą.
Dla każdego z fal się wznosi kształt żywota,
By się rozpaść znów na bryły błota.

Albo niepokój oczekiwania, zmierzanie mozolne ciągle dalej, albo zamknięty pusty świat ludzkich cyborgów, wydrążonych ludzi. Rzeczywiście, gdzieś z przerażającej pustki wyłaniają się zarysy takiego anty – świata. Ktoś celnie zauważył: „Stajemy się społeczeństwem ludzi słabych i z nadwagą, lecz obsesyjnie zainteresowanych zdrowiem i perfekcyjnym wyglądem; ludzi w takim stopniu nawykłych do przyjemności i wygód, że najmniejsza ich utrata i najprostszy wysiłek stają się czymś potwornym i nie do zniesienia; ludzi nawykłych do bylejakości: komercyjnej żywności, taniej rozrywki, bezwartościowych leków…”

Czas Adwentu budzi nasze oczekiwania, przypomina, że w przestrzeń świata zdewastowanego ludzką bylejakością wkracza Bóg – Twórcza Miłość, która chce nas porwać ku innym, nowym światom, wyzwolić z ciasnoty, uwolnić człowieka od tego, co zatrzymuje go w nie na jego miarę zamkniętych przestrzeniach.

Ks. Leszek Łysień

Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter