/fot: armpower.net/

Na odbywających się w Budapeszcie Mistrzostwach Świata w Armwrestlingu i Para-Armwrestlingu Maria Juroszek zdobyła brązowy medal w armwrestlingu zawodniczek i zawodników niepełnosprawnych. Jeszcze na chwilę przed… mistrzostwom towarzyszyła niepewność. Silna wola jednak zwyciężyła. - Mimo przeciwności losu, których ostatnio doświadczyłam, między innymi pobytu w szpitalu oraz choroby i tego, że nie byłam pewna czy będę mogła wystartować lub choćby nawet pojechać na te zawody - dałam z siebie wszystko - mówi Maria Juroszek.

Przypomnijmy - Mistrzyni Świata w armwrestlingu, cieszynianka Maria Juroszek przekazała swój złoty medal z Bułgarii na cele charytatywne, a konkretnie na aukcję, z której zebrane środki przekazane zostały choremu na autyzm 7-letniemu Remigiuszowi. Podstępna choroba zabrała mu dzieciństwo stawiając barierę między jego światem a światem bliskich osób. Pani Maria nie pozostał obojętna na los chłopca chorego na autyzm. Jaki będzie los brązowego medalu Mistrzostw Świata w Armwrestlingu i Para-Armwrestlingu w Budapeszcie? Ten kto zna Marię Juroszek - już zna odpowiedź. 

Zachęcam do przeczytania wywiadu, który ukazał się 2 czerwca 2017, w 11 numerze Wiadomości Ratuszowych "Siłaczka w sporcie, SIŁACZKA W ŻYCIU"
Maria Juroszek, dla bliskich po prostu Majka. Jaką osobą jest prywatnie? O czym marzy? Czy sport to jej jedyna pasja? I w końcu skąd w niej tyle zrozumienia i troski o drugiego człowieka?

WR: XXVII Mistrzostwa Europy w Armwrestlingu Juniorów, Seniorów, Masters i XX Mistrzostwa Europy Osób Niepełnosprawnych w Armwrestlingu. Ponad 800 zawodniczek i zawodników z 32 państw. W obu swoich występach na Mistrzostwach Europy wywalczyła Pani brązowe medale. Jakie to uczucie?
Maria Juroszek: Wygrana zawsze jest wspaniałym uczuciem.

WR: Wśród kobiet startujących w zawodach armwrestlingu (siłowaniu na rękę) - nie ma Pani sobie równych na całym świecie. To dodaje Pani pewności siebie w życiu prywatnym?
MJ: Myślę, że poniekąd tak jest, nauczyłam się na ile to możliwe być osobą pewną siebie. Uwierzyłam w swoje możliwości. Niestety wciąż bywają dni, gdy muszę się mobilizować by wyjść z domu.

WR: Mobilizować?
MJ: Tak. Osoba niepełnosprawna wciąż traktowana jest u nas, jak ktoś gorszy. Ktoś z kim nie warto się liczyć, kogo nie warto szanować.

WR:
Jestem zaskoczona, byłam pewna, że takie sytuacje od dawna nie mają już miejsca.
MJ: Niestety mają. Nierzadko zdarza, że ludzie śmieją się z mojej niepełnosprawności.

WR: Pozwoli Pani, że pozostawię ten temat już bez komentarza. Ot po prostu brakuje mi słów. Zapytam więc o bigos i gulasz z którego Pani słynie w swojej okolicy i nie tylko. Podobno jedną z Pani pasji jest gotowanie, a kolejną szycie. Czy oznacza to, że nie wszystkie Pani zainteresowania wiążą się ze sportem?
MJ: (Śmiech) Zdecydowanie nie. Jest wiele rzeczy, którymi poza sportem się interesuję. Jedną z takich rzeczy jest właśnie gotowanie, z którego czerpię radość i które na szczęście smakuje innym.

WR: Obie te czynności pozwalają pozostawać w domu. Nie przekraczać bezpiecznej granicy. A jednak pracuje Pani wśród ludzi, sport też wymaga wyjścia na zewnątrz. Jestem przekonana, że patrzę teraz na bardzo silną kobietę i nie mam tu na myśli Mistrzostw Świata w siłowaniu na rękę. Życie Pani nie oszczędzało. Nie otrzymała Pani w posagu dzieciństwa bez trosk?
MJ: Niestety nie. Najpierw rodzina zastępcza, potem dom dziecka. Moje dzieciństwo to nieustająca walka o swoje. Później choroba, niepełnosprawność i znowu walka o siebie. Walka o pierwszy stawiany krok, o przyszłość.

WR: Miała Pani milion powodów do tego, żeby się poddać. Milion powodów do tego, żeby obrazić się na ludzi, ale nie zrobiła Pani tego. Wręcz przeciwnie. …
MJ: ...bo chcę pokazać ludziom takim, jak ja kiedyś, że mimo trudnego startu, mimo niesprzyjających okoliczności – można coś osiągnąć. Trzeba tylko mieć w sobie determinację i ruszyć do przodu, nawet, jeśli to coś wydaje się poza naszym zasięgiem. Trzeba działać, samo nic nie przychodzi.

WR:
Marzenia o sukcesie nie wystarczą?
MJ: Nie. To za mało. Moja przygoda z armwrestlingiem zaczęła się ponad cztery lata temu. Początkowo treningi stały się formą rehabilitacji po przebytej chorobie. Z czasem zachęcona przez znajomych, pojechałam spróbować swoich sił na Otwarte Mistrzostwa do Ustronia.

WR: Zdeklasowała Pani wtedy wszystkie swoje rywalki. Po roku przyjechała Pani znowu.
MJ: Mówiono mi, że przyjechała mistrzyni Polski, więc tym razem nie będzie łatwo. Okazało się, że wygrałam. Mistrzyni była czwarta. Wygrana zachęciła mnie na tyle, że z siłowaniem na rękę się nie rozstałam.

WR: Rozumiem, że sport był już wcześniej obecny w Pani życiu?
MJ: Wcześniej uprawiałam pchnięcie kulą, które odłożyłam na potem… okazało się, że na 30 lat. Do sportu wróciłam już jako osoba niepełnosprawna. Pasją „zaraził” mnie Janusz Rokicki. Można powiedzieć, że po latach rozpoczęłam przygodę ze sportem właśnie dzięki niemu.

WR: Jak wyglądają Pani treningi, w końcu praca zawodowa pochłania mnóstwo czasu?
MJ: Tak. Praca zawodowa zapewnia mi utrzymanie, niestety ogranicza też treningi, dlatego w samochodowym bagażniku jeżdżą ze mną hantle, które wyciągam w wolnej chwili. Trenuję sama, a to wymaga samodyscypliny i motywacji.

WR: To teraz na moment powrócę jeszcze do Pani dzieciństwa. Jakim dzieckiem była Maria Juroszek?
MJ: Niepokornym (śmiech). Byłam jedną z tych dużych dziewczyn, które grały z chłopakami w piłkę.

WR: Marzenia?
MJ: Bardzo przyziemne. Oczywiście jest wśród nich wyjazd na Paraolimpiadę, ale również zwykłe, codzienne sprawy. Niemniej jednak i bez tych marzeń cieszę się z tego, co już mam.

WR: Przekazała Pani złoty medal na aukcję, dlaczego? Nie fajnie byłoby mieć taką pamiątkę u siebie w domu? W końcu jedyny z Mistrzostw Świata w Bułgarii w armwrestlingu.
MJ: Chciałam pomóc. To był jedyny sposób, żeby wesprzeć mamę chorego chłopca.

WR:
Aukcja przyniosła 1525 złotych dla małego Remigiusza. Zaskoczenie?
MJ: Byłam szczęśliwa i bardzo zdziwiona, że na aukcji udało się wylicytować medal za taką kwotę. Pomaganie daje ogromną radość.

Maria Juroszek Uurodziła się 17 stycznia 1966 roku. Pochodzi z Brennej, ale mieszka w Cieszynie. Należy do Integracyjnego Klubu Cieszyńskiego w lekkoatletyce. Pcha kulą i rzuca dyskiem, jej trenerem jest Zbigniew Gryżboń. Jest zawodniczką klubu Wiking Nisko w siłowaniu na rękę. Od wielu lat godnie reprezentuje nasz kraj i nasze miasto na zawodach międzynarodowych i krajowych, zdobywając kolejne medale. Jest wielokrotną medalistką Mistrzostw Polski, Świata i Europy. W 2016 roku wywalczyła Mistrzostwo Świata w siłowaniu na rękę.

/Z Marią Juraszek rozmawia Barbara Stelmach-Kubaszczyk/
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter