Dziś w moim świecie pojawiła się Karina. Nie bezpośrednio, ale jej przyjaciele i znajomi dbają o to, by wieść o niej dotarła jak najdalej. Dlaczego? Bo to właśnie dzisiaj Karina potrzebuje naszej pomocy. Tak więc, choć ona pewnie jeszcze o moim istnieniu nie ma pojęcia, siadam do tekstu i piszę. Prostymi słowami chcę prosić Was o wsparcie dla niej. Liczy się każdy gest, każda dobra myśl.

Karina ma 36 lat, jest mamą radosnej ośmiolatki. Jeszcze do niedawna jej życie biegło spokojnym torem u boku najbliższych osób. Niestety, jedna chwila zmieniła wszystko. Dzisiaj Karina walczy o życie.

– Może jest to walka z wiatrakami, ale jak mówią "tonący brzytwy się chwyta"... chciałabym jeszcze trochę pożyć, popatrzeć jak moja córeczka przystępuje do I Komunii Świętej, chciałabym zobaczyć z bliskimi jeszcze wiosnę i lato, chciałabym pojechać jeszcze raz z ukochanym nad morze, chciałabym, żeby mnie córeczka zapamiętała... Będę wdzięczna za okazane wsparcie ... – pisze Karina Wójcik, z Cieszyna.

Bez oznak, bez ostrzeżeń… niespodziewanie… zamieniła ukochane mieszkanie na szpital, poranny uśmiech dziecka na kontakt przez skype… poranną kawę na poranną dawkę mało skutecznego chemioterapeutyku. Zamieniła długie włosy na łysą głowę, szpilki na adidasy, dotychczasowe dalekosiężne plany na walkę o każdy następny dzień…

"To był początek sierpnia… jak co dzień wyszłam do pracy, niestety nie wróciłam z niej tak jak zawsze. Tego dnia po nagłym ataku padaczki, z pracy zabrało mnie pogotowie. Trafiłam do Szpitala Kolejowego w Wilkowicach, gdzie potwierdzono po tomografii komputerowej diagnozę, której nikt by się nie spodziewał – rak mózgu. Operację usunięcia guza przeprowadzono w Bytomiu. Operacja na szczęście przebiegła pomyślnie i bez powikłań. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Jednak walka się dopiero zaczyna...

Wróciłam do domu i powoli odzyskiwałam zdrowie i siły. Czułam się lepiej z dnia na dzień. Z niepokojem czekaliśmy na wyniki badania histopatologicznego. Niestety wynik jest mało optymistyczny – glejak: nowotwór złośliwy WHO IV. Kolejny cios. Trudno walczyć z niewyleczalnym.

Od dwóch tygodni leżę na oddziale radioterapii w Centrum Onkologicznym w Katowicach. Na dzień dzisiejszy pozostała mi jeszcze czterotygodniowa terapia przez naświetlenia połączona z długotrwałą agresywną chemioterapią. Niestety przy bardzo dynamicznym rozwoju takiej choroby – my czasu nie mamy! Dlatego zaczęliśmy szukać pomocy za granicą, gdzie prowadzone są innowacyjne sposoby walki z tym schorzeniem. Potrzebujemy kontaktu ze specjalistami neurochirurgii z całej Europy. Cały czas szukamy możliwości terapii oraz możliwych form leczenia..."

W poszukiwaniach pomaga Karinie wiele osób, bo w całym tym nieszczęściu – Karina ma szczęście do ludzi. Wspaniałych ludzi, którzy stanęli za nią murem i walczą o nią i dla niej, bo wciąż potrzeba ogromnych środków finansowych, które mogą pomóc w walce z chorobą. Koszt leku, który musi być podany KAŻDEGO DNIA wynosi ok. 500 zl, a kuracja może trwać nawet 6 miesięcy. Leczenie już się rozpoczęło a oszczędności szybko się kończą, niestety czas gra tutaj ogromną rolę.

Jak pomóc? Gramy dla Karinki charytatywnie - KLIK. Link do akcji pomocy znajduje się TUTAJ.
Przed nami festyn „GRAMY DLA KARINKI CHARYTATYWNIE”, który rozpocznie się 5 listopada o godz. 10.00 w Brennej - w Amfiteatrze.

Oprócz koncertów będzie też coś dla Kibiców Piłki Nożnej!!... Zagra dla nas REPREZENTACJA ŚLĄSKA OLDBOJÓW-BESKID BRENNA!!! Organizatorzy dbają o to, by wydarzenie obfitowało w atrakcje. Liczą też na naszą pomoc, bo pozostało jeszcze wiele do zrobienia – więc pokażmy, że każdy kto potrzebuje naszej pomocy – może na nas liczyć. Przecież sami też chcielibyśmy mieć tę pewność, gdy dopadnie nas choroba. W miarę swoich możliwości zaangażujmy się w to piękne dzieło. Każdy może zrobić coś dobrego.

Do zobaczenia na Festynie „Gramy dla Karinki charytatywnie”. I wszystko się uda…- "Musi się udać, bo nie zamierzam się poddawać..."


/Barbara Stelmach-Kubaszczyk/
foto: www.facebook.com
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter