Wchodzę do sali, tłum ludzi. Roześmianych, głośnych. Przyszli tu dla Kasi. Przyszli, bo chcą pomóc. I pomagają... Swoją obecnością udowadniają, że dobroć sama w sobie jest siłą...

Nie ważne, że Charytatywny Maraton Fitness, to oprócz zabawy również spory wysiłek, który sprawia, że szybciej bije serce... Nie ważne, że pot się leje strumieniem... że drżą mięśnie... Liczy się cel - wsparcie finansowe, które pomoże Kasi wygrać walkę z rakiem. A chętnych do czterogodzinnego wycisku nie brakuje. Sala mieni się kolorami strojów. W powietrzu unosi się zapach ciasta, nad głowami wirują balony, śmieją się dzieci... Instruktorzy elektryzują swoją energią. Animatorzy dbają o czas spędzony z najmłodszymi. Fanty, gadżety, losy, vouchery i bony - o które zadbali liczni sponsorzy, znajdują kolejnych nabywców. Kręci się świat.

W tym całym pięknym zamieszaniu dostrzegam męża Kasi. - Nie wiem, czym sobie zasłużyliśmy na wsparcie tylu osób... na ich pomoc... - mówi, jakby z wahaniem... A ja widzę w jego oczach ogromną wdzięczność do tych wszystkich ludzi, którzy nie przeszli obojętnie obok... i wiem, że jego rodzina pośle to dobro dalej... nieszczęście przekształcając w siłę.





















Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter