To był trzeci dzień, nietypowych rekolekcji. Nietypowych, bo odpowiadających tym razem na prowokacyjne, nieraz trudne pytania - przy filiżance kawy. W miejscu, gdzie na co dzień głośniej od modlitwy brzmi kawiarniany gwar. Tym razem jednak „Pod Arkadami” krążyły myśli i rozważania o miłości. Miłości, z którą ściera się samotność, której nie obcy jest strach i radość macierzyństwa, która pełna jest oddania i troski… Inspiracją do rozmowy były słowa księdza Jana Twardowskiego „…i zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz”.

Jednak, by wejść w temat, którego inspirację stanowią słowa kapłana - poety, uczestnicy rekolekcji wysłuchali wiersza, który najczęściej towarzyszy nam w chwilach trudnych, gdy odchodzą nasi bliscy, znajomi, gdy coś się kończy w naszym życiu: „…Spieszmy się kochać ludzi…”

- Wiersz dedykowany został Annie Kamieńskiej – poetce, jednak przede wszystkim osobie, którą ksiądz Jan obdarzył trwałą, piękną przyjaźnią. To właśnie przyjaźń stała się inspiracją do napisania tych słów – wyjaśniał podczas spotkania pierwszy z prelegentów, ks. Tomasz Sroka, dyrektor Katolickiego Liceum im. Melchiora Grodzieckiego w Cieszynie - Anna Kamieńska odpisała na wiersz księdza. Był nim utwór „Puste miejsce” - 

„…Nikogo nie zdążyłam kochać, choć tak się spieszyłam, jakbym musiała kochać tylko puste miejsca. Tak się spieszyłam kochać i oczywiście nie zdążyłam…”



„Była niezwykłą i świętą kobietą. Mogę powiedzieć – taki murowany człowiek, a jakże subtelny w przyjaźni. Takich ludzi już nie ma” – mawiał o Annie ksiądz Jan Twardowski, który jak tłumaczył prelegent - rozbija miłość o nasze życie, o jego wielki realizm. Wiersze Twardowskiego i wizja miłości, którą buduje nie jest miłością lukrowaną, ale bardzo mocno naznaczoną życiem. Wpisana jest w nią samotność, choć bardzo często przecież myśląc o miłości myślimy o trwaniu przy kimś… życiu dla kogoś… - Twardowski dopatruje się w miłości – samotności i cierpienia. Przede wszystkim jednak sprowadza miłość do drugiego człowieka i wskazuje na ogrom słów, które mówią o niej, a tak mało czynów, które w niej utwierdzają – akcentował ks. Tomasz Sroka, szczególnie znacząc głosem zdanie „Chcesz kochać przygotuj się na samotność”.

Ponieważ sobotnie rekolekcje ubogaciły swoją myślą panie, rozważania oparły się również o miłość małżeńską i rodzinną. Swoim doświadczeniem podzieliły się Jolanta Dawidowicz-Macura, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego im. A. Osuchowskiego w Cieszynie i Aldona Kałuża-Kanadys, nauczycielka języka niemieckiego katolickiego liceum.

- Poprzez sakrament małżeństwa dana jest nam szczególna łaska miłości nadprzyrodzonej. A miłość naturalna? Z nią się rodzimy, by trwać, jak dwa bieguny, które są sobie potrzebne, a jednak stanowią dwa różne sposoby bycia człowiekiem – mówiła Jolanta Dawidowicz-Macura.

Samotność…

- Doświadczyłam jej w miłości tylko jeden raz, podczas trudnej ciąży. Patrzyłam wtedy w twarz mojego męża, jego oczy pełne miłości… jego ręce niosące miłość… i nie pozwoliłam mu wejść w tę samotność. To była tylko moja relacja z Bogiem. Sanktuarium, do którego nie wpuszcza się żadnego człowieka, bo wpuszczając go wyrządzamy mu krzywdę… - dodała i tę myśl - tak osobistą i ważną, pozostawiła w głowach słuchaczy na długi czas.

Myślę, że rozważania, które krążyły 16 grudnia nad filiżankami kawy odpowiedziały również na wiele niewypowiedzianych pytań i były receptą dla przegapionych miłości, tych spóźnionych i nieodkrytych. Niedopowiedzianych… zwyczajnych… naszych codziennych, nad którymi tym razem pochyliła się Aldona Kałuża-Kanadys. - Samotność bywa nam nieraz bardzo potrzebna. To element miłości pomiędzy dwoma osobami. Miłości mądrej, odpowiedzialnej, współodczuwającej – podkreślała.

O miłości można więc powiedzieć wiele. Ważne, by nie przegapić jej, zatrzymać się przy niej na dłużej, zwłaszcza, gdy jej czas jest niepewny i patrzy twarzą naszych bliskich. Taty, który umiera. Mamy, która tęskni. Ważne, by nie spieszyć ku własnej przyszłości i planom, bo można przegapić, coś czego nie przeżyjemy już nigdy więcej. Czego nigdy już nie spotkamy, nie doświadczymy.



- Nauczyłam się życia „tu i teraz” – mówi Jolanta Dawidowicz-Macura - Za każdym razem, gdy mój mąż wychodzi do pracy kreślę na jego czole znak krzyża, a on odwzajemnia mi się tym samym... I dzieci, które pędzą do swoich codziennych zajęć… Patrzę, uczę się zapamiętywać, bo nigdy już nie będzie tak jak jest… Zatrzymuję się przy każdej czynności. Staram się niczego nie minąć. Nie przegapić. Spoglądam w oczy męża, w oczy dorosłych synów… Kobieta chyba to potrafi…

/Barbara Stelmach-Kubaszczyk/
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter