„Ciało jest tylko ramką dla duszy” – to piękne zdanie wypowiedziane przez ojca Leona, który niestrudzenie powtarza, że „świętość zaczyna się zwyczajnie, od uśmiechu” - pasuje mi do dzisiejszego dnia, jak żadne inne.

Myśl o śmierci dystansuje nas do świata. Zmienia nasze postrzeganie na wiele spraw. Przede wszystkim jednak uświadamia nam prawdę oczywistą - „Memento Mori” - pamiętaj, że umrzesz.

Pamiętasz?

Święto Wszystkich Świętych... Dzień, w którym najpiękniej słyszy się ciszę, w którym cmentarze – odkrywają nam sens i istotę ludzkiego życia… I nie byłabym sobą, gdybym w ten szczególny czas nie przywołała na myśl słów, które tak wiele mówią:

„Czyż nie jest to dziwne? Skoro mówimy, że to Uroczystość Wszystkich Świętych, to powinniśmy zajmować się wszystkimi świętymi! Wymyć figurki świętych, zapalić znicze przed świętymi w kościele, okadzić każdy obraz, pocałować każdy obrazek, nosić świętych uroczyście w procesji, poczytać o nich w domu, bo cały rok nie ma na to czasu. Jak Wszystkich Świętych, to czemu nie zajmujemy się wszystkimi świętymi? Czemu idziemy na cmentarz?
Jest w tym paradoksie niesamowita mądrość. Mądrość, która mówi: „Idziemy na cmentarz, bo tam są pochowani święci”. Papież ich nie kanonizował. Kościół nie beatyfikował. Książki nie zmieściły w Litanii do Wszystkich Świętych. A oni są święci! Są, bo nauczyli się w życiu kochać.
Tam jest babcia, co umiała zawsze wybaczać. Tam jest dziadek, który choć przyłożył nieraz w cztery litery, to Cię życia nauczył. Tam jest tata, co choć przytulać nie umiał, prowadził Cię pewnie za rękę. Tam jest mama, której serce bije dla Ciebie nawet spoza grobu. Tam są święci. Wszyscy święci…”
/ks. Wojciech Węgrzyniak/

Śmierć przeraża, czasami dlatego, że odbiera nam kochane osoby innym razem dlatego, że burzy nasz poukładany, zaplanowany świat. Nasze zaplanowane jutro, pojutrze, kiedyś…:

„Dlaczego ludzie boją się śmierci i tamtego świata? Bo idą przez życie taszcząc ze sobą analizy minionych lat i miesięcy i konieczne do zrealizowania plany na przyszłość. A ten bagaż w bramy wieczności za nic nie chce się zmieścić. Tylko nadzy umierają lekko. Święci są to ludzie rozebrani z wszelkich czysto ludzkich planów, dążeń, aspiracji. Żyją tym, co jest tu i teraz. Są czyści i pełni światła. Są pełni Boga.”
/ks. Piotr Pawlukiewicz/

Wiem, wiem… takie życie… pełno w nim wyzwań, awansów i szans. Ktoś komuś kłody pod nogi kładzie, ktoś kogoś słowem zabija… Podania o pracę pełne są naszych cech… bośmy kreatywni i ambitni… Mamy dobrą pracę i piękny dom. Kilka tytułów przed nazwiskiem, kilka zer na koncie. A ile czasu mamy przed sobą?

„…układasz w szuflady, napełniasz szafy, zbierasz, utykasz, upychasz, barykadujesz się u siebie, coraz bardziej żal ci wydawać, coraz bardziej oszczędzasz na wszystkim, gromadzisz wokół siebie tych, którzy ci się przydadzą na czas zły. Czy tak obronisz się przed śmiercią?”
(ks. Mieczysław Maliński)

Nie jesteś wyjątkiem…

„Ludzie na stanowiskach, szlachetnie urodzeni, niewierzący – wszyscyśmy jednacy wobec śmierci”.
(o. Leon Knabit OSB)

Też przyjdzie ten czas. Czas twojej śmierci. Jaka myśl przemknie ci wtedy przed oczami?

„Na końcu naszego rozumienia świata, rozumienia ludzkich dramatów, a także własnego dramatu, patrzysz na samego siebie, widzisz, coś przeżył, coś przecierpiał, ile rzeczy przegrałeś, widzisz to wszystko, coś wygrał, i nagle – może pod koniec życia – oświeca cię ta świadomość, że „dobre było”. (…) Może właśnie o to naprawdę chodzi, może jesteśmy na tym świecie po to, żeby na końcu powtórzyć najpiękniejsze słowa, jakie Pan Bóg wypowiedział w dniu naszego stworzenia: „Dobre było”.
(ks. Józef Tischner)
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter