„(…) to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł”

 

         Okrągłą rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę świętujemy – bo setną. Wyjątkowa to okazja, by rozrachunków rozlicznych dokonać, na namysł głęboki się pokusić, jak to z Polskością jest i czym ona jest, jak z patriotyzmem, narodem, ojczyzną. Chwilę zatrzymajmy się nad pojęciem „ojczyzny”. W słowo to wpisane jest inne, bliskie, głęboko w trzewiach duszy każdego człowieka zakorzenione: ojcowizna. Z ojcowizny wyłania się istota ludzka. Z ojcowizną wiąże się ściśle matka. Matka i ojciec. Przekazują dzieciom jakieś dziedzictwo. Jakoż zaznacza Jan Paweł II w cyklu rozmów Pamięć i tożsamość: „Ojczyzna więc to jest dziedzictwo, a równocześnie jest to wynikający z tego dziedzictwa stan posiadania – w tym również ziemi, terytorium, ale jeszcze bardziej wartości i treści duchowych, które składają się na kulturę danego narodu”. Papież podkreśla ogromną wagę wartości Ducha, niewymiernych, ale świadczących o żywotności danego narodu i żywotność tę potęgujących. Powiada dalej, iż w wieku XIX, gdy Polska pozbawiona była terytorium, naród podzielony, właśnie rozkwitała tym potężniej polska kultura: nazwiska przytacza: Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Norwid, Chopin, Moniuszko, Matejko, Grottger, Wyspiański i wiele innych nietuzinkowych kultury twórców można z tego czasu przywołać. Zaznacza dalej Jan Paweł II, iż w treści pojęcia „ojczyzna” sprzęgają się ze sobą elementy duchowe i materialne, kultura i ziemia. Sprzężenie to może być pełne napięć, zwłaszcza jeśli górę wezmą pierwiastki materialne. Wtedy w narodzie rodzą się tendencje ekspansjonistyczne (Niemcy hitlerowskie), bądź konsumpcjonistyczne (zorientowane na bezładne gromadzenie dóbr materialnych oraz ich gargantuiczną konsumpcję (jak to w Polsce obecnej widać). Wówczas stan taki jest jałowy duchowo, a kultura zamiera. Wreszcie sięga Papież po Ewangelię, oraz wyłaniającą się z niej Ojczyznę inną, nie z tej ziemi. W perspektywie tej Ojcowizny relatywizacji ulegają ojczyzny ziemskie oraz niemożliwa staje się ich absolutyzacja to znaczy podnoszenie do rangi najwyższej tego co tylko tymczasowe, doraźne. Mówi: „Ewangelia nadała więc nowe znaczenie pojęciu ojczyzny. Ojczyzna w swoim pierwotnym sensie oznacza to, co odziedziczyliśmy po ziemskich ojcach i matkach. Ojcowizna, którą zawdzięczamy Chrystusowi, skierowuje to, co należy do dziedzictwa ludzkich ojczyzn i ludzkich kultur, w stronę wiecznej ojczyzny”.

         Przy takim ukierunkowaniu pojęcie patriotyzmu radykalnej zmianie podlegać też będzie. Jest on w istocie umiłowaniem pełnym szacunku i pietyzmu wręcz historii, tradycji, języka czy krajobrazu ojczystego, ale zawsze z otwarciem na narody inne, by tam też szukać bogactwa innego niż nasze, i dopełnienia kultury naszej w kulturach innych narodów, aż wreszcie pogłębienia świadomości, że spełnienie ostateczne nie temu wymiarowi zawdzięczać będziemy. Norwid miał tej eschatologicznej perspektywy wyostrzoną świadomość, kiedy pisał o tęsknocie do kraju nad Wisłą, kreśląc poszczególne rysy, z których wyłaniała się twarz ojczyzny, by potem tęsknotę skierować dalej, nie wiadomo dokąd, ku innej ojczyźnie:

         „Tęskno mi jeszcze i do rzeczy innej,

         Której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,

         Równie niewinnej…”

         Jakoż „hurra – patriotyzm” nieuchronnie stacza się w nacjonalizm, histerię narodową, poczucie nieustannego zagrożenia i wówczas generuje postawy maniackie, nerwicowe, niszczące tkankę narodu. Sięgnijmy jeszcze do znanego tekstu Norwida, którego fragment w tytule niniejszej pisaniny się znalazł, listu Do Michaliny z Dziekońskich Zaleskiej: „Oto jest społeczność polska! – społeczność narodu, który, nie zaprzeczam, iż o tyle jako patriotyzm wielki jest, o ile jako społeczeństwo jest żaden. (…)Jesteśmy żadnym społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym”. Oskarżenia celnie trafiają w rzeczywistość polską. Kiedy patriotycznym wyzwaniom zadośćuczynić należy, wtedy Polak potrafi się uspołecznić (zwłaszcza w czasach zagrożenia, kiedy wróg u bram, w ‘kupę’ zebrać). A kiedy czas pracy systematycznej i twórczej mógłby przyjść (do tego trzeba zgody, jedności, współ - działania) – nic tylko waśnie, spory bezpłodne, poniewieranie wzajemne, nienawiść i zawiść i zazdrość i waśnie polityczne na poziomie najniższym z możliwym, bo walki o władzę, wpływy i pieniądze. Zatem wyłania się owo osławione „polskie piekło”, w którym diabły zbyteczne są, bo o dolewanie smoły do kadzi zadbają już sami współbracia - Polacy. Stąd dalsza część listu Norwida: „Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszelkich Polaka poczuciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne – monumentalnie znamienite. Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł – i jesteśmy karykatury i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi… Słońce nad Polakiem stawa, ale zasłania swe oczy nad człowiekiem”. Zaiste prawdziwe wówczas, gdy to poeta pisał, jak i dziś. A gdyby jeszcze na poważnie wziąć to, co napisał w liście innym: „Tyle i takiej egzystencji naród ma, ile  i jak jest w stanie człowieka uszanować”, to lichą egzystencją żyjemy i nie na długo jej starczy.

 

                                                                           Ks. Leszek Łysień

Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter