Co roku rozgrzewa dyskusja pt. „Obchodzić, czy nie obchodzić Walentynki?” Dla jednych jest to jedna z wielu okazji by wyrazić swe gorące uczucie do drugiej osoby. Dla drugich synonim kiczu. Trzeci zaś uważają, że święto to stworzono tylko po to by „przebrzydli kapitaliści” mogli sobie wypchać kieszeń naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi. Jest to kolejny z wielu sporów, które nie mają znaczenia dla przyszłości świata. Być może w drugiej połowie XXI wieku tego święta nie będzie? I nawet zarobkowy aspekt tego dnia nie obroni. Twoje pięć złotych na różę lub dziesięć na bombonierkę będzie bez znaczenia. Może miłość będzie zakazana? Jak w filmie Juliusza Machulskiego „Seksmisja” będziesz brać pigułkę, bo niepokojąca myśl zrodzi się w twoim umyśle? Być może każde nowe życie będzie powstawać w sterylnym laboratorium? A może niczym zwierzęta będziemy dobierać się w pary tylko w celach rozrodczych, by po wszystkim się rozejść? Nie jestem nowym Huxleyem, ani fanem meskaliny. Jednak obserwując działania różnych organizacji o zasięgu międzynarodowym oraz możnych tego świata, to wszystko mnie niepokoi.

Nie przejmujmy się ciągle tym co będzie. Za doktorem Faustem powiedzmy: „Trwaj chwilo, jesteś piękna”, lecz pamiętajmy by to piękno nie było okupione taką ceną jak u bohatera Goethego. Należy pamiętać, że Walentynki obok Dnia kobiet nie powinny być jednymi momentami, kiedy przypominamy sobie o uczuciu. Nie opierajmy się jednak. Dajmy się ponieść chwili. Niech wszechobecna czerwień i serduszka w witrynach sklepów, świece na restauracyjnych stołach będą bodźcem, który popchnie nas do czynów. Wierzcie mi, że wielu z nas nie jest Don Juanami i potrzebuje takich dni by przekroczyć Rubikon w swoim życiu. Będą mówić zawistnicy, że jesteście głupi dając się zwieść modzie z Ameryki. Cóż Was ma obchodzić ich zdanie w obliczu odrobiny szczęścia?

Miłość i kasa są bezsprzecznie silnymi azymutami w naszym życiu. Nie sposób przy okazji porozmawiać o tym drugim. 10 lutego do obiegu wszedł banknot o nominale 500 złotych. Tradycyjnie widnieje na nim jeden z władców Polski. Tym razem wybór padł na Jana III Sobieskiego. Zdaniem fanów spiskowych teorii oraz dobrego humoru wybór był nieprzypadkowy. W obliczu muzułmańskiej inwazji na Europę nowy nominał będzie niczym talizman chroniący przed złem. Prawda jest dużo mniej zabawna. Siła nabywcza pieniądza spada, a za pomocą corocznej rewaloryzacji płacy minimalnej próbuje się nam mydlić oczy. Nowy nominał będzie nowym narzędziem podtrzymującym iluzję. Polacy przynajmniej nie kryją się z drukiem pieniądza. Z kolei Niemcy podobno ukradkiem drukują MARKI! Być może rząd niemiecki już wie, że dalej projektu Unia nie da się finansować.

Warto sobie czasem pomarzyć. Powolnymi krokami zaczyna się promować markę – Księstwo Cieszyńskie. W ramach takiej promocji obok flagi mogłaby powstać kolekcja monet lub banknotów z władcami księstwa. Wytypowałem czterech władców, których wizerunki mogłyby się znaleźć na pieniądzach. Przyjmuje się, że wysokość nominału idzie w parze z chronologią. Na najmniejszym nominale znalazłby się zapewne Mieszko I Cieszyński jako pierwszy władca księstwa, a także teść Wacława III (znakomita polityka dynastyczna jak na tak małe księstwo). Drugim pretendentem do znalezienia się w gronie wyróżnionych jest Przemysław Noszak odpowiedzialny za politykę zagraniczną cesarskiego dworu. Trzecią postacią godną takiego uhonorowania jest Albert Sasko-Cieszyński, którego polityka mocno przyczyniła się do wzrost gospodarczego w Księstwie Cieszyńskim. Zaś na najwyższym nominale powinien widnieć nie kto inny jak sam Cysorz Pan – Franciszek Józef, a powodów tego wyboru byłoby wiele.
W kwestii pieniędzy warto na koniec jeszcze pochylić się nad planem inwestycyjnym w Cieszynie.

W końcu dostrzegam promienie słońca przebijające się przez topniejący śnieg. Przestałem mieć wrażenie, że ciągle domyka się projekty po poprzedniku lub się po nim sprząta. Uśmiechy i zdawkowe półsłówka skończyły się. Pojawiły się konkrety. Uważnie przyglądajmy się temu, czy obietnice i dalekosiężne plany są realizowane, czy to tylko misternie sklecona ułuda? Brak mi jedynie koncepcji zagospodarowania alei Łyska i ulicy Przykopa, o której Burmistrz Macura wiele opowiadał w trakcie kampanii wyborczej. Jednakże rozumiem, że są priorytety.


autor: Paweł Czerkowski 
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter