Recenzja książki Matka Teresa. Kochałam Jezusa w ciemnościach Paula Murray’a OP 

Święta od ciemności

   Jest mała, niepozorna. 12 x 16,5 cm. Jedyne 112 stron, nie licząc przypisów.  Jedna godzina czytania. Okładkę wypełnia czarno-białe zdjęcie uśmiechniętej staruszki w sari.
Przed przeczytaniem tej niepozornej książeczki, myślałam, że wiem o Niej bardzo dużo.
Znałam Jej biografię, liczne myśli i rozważania. A jednak w trakcie czytania narastało we mnie uczucie zaskoczenia, jak mało o Niej wiedziałam.
Była jedną z najbardziej znanych osób, a mimo to świat nie miał pojęcia o Jej wewnętrznej ciemności. O Jej wielkim cierpieniu - niemożności odczuwania obecności Boga.

W mojej duszy tak wiele jest sprzeczności. - Tak dojmująca tęsknota za Bogiem - tak dojmująca, że bolesna - nieustanne cierpienie - a mimo to [jestem] przez Boga niechciana - odrzucona - pusta - bez wiary - bez miłości - bez zapału ( z listu M.T. z 28.02.1957r.)[1]

U mnie w duszy - nie potrafię (...) powiedzieć  - jak tam ciemno, jak pełno bólu, jak strasznie
(8.01.1964r.) [2]

   Po Jej śmierci 5 września 1997r. i przeniknięciu do mediów świadectw o Jej "nocy ciemnej", zadawano pytania o to, czy oszukiwała świat czując się zobowiązana do ukrywania prawdy o swoim bólu, a może cierpiała na depresję lub straciła wiarę.
Paul Murray OP, zaprzyjaźniony z Matką Teresą dominikanin, postawił sobie za cel próbę wytłumaczenia charakteru, sensu Jej "nocy ciemnej" i obalenia tezy, że ciemność ta była doświadczeniem depresji lub rozpaczy.

Poczucie „bycia niechcianym” przez Boga, bycia jakoś przez Boga odrzuconym, jest doświadczeniem, które było opisywane w przeszłości, i to setki razy, przez chrześcijańskich świętych i mistyków."[3]

   Autor podejmuje też próbę odpowiedzi na pytanie o sens takiego dziwnego, niepojętego - w naszych oczach – daru, zadania od Boga. Sama Matka Teresa miała przez wiele lat poważny problem z oceną tego swojego stanu duszy. Czuła nieodwzajemnianą przez Boga miłość, a przecież jako młoda dziewczyna poświęciła dla Niego wszystko - rodzinę, ojczyznę, kulturę, wszystko, co przywykła oglądać, słuchać i kochać, by udać się do obcego kraju. Będąc już zakonnicą w zgromadzeniu Loretanek, usłyszała Jego kolejne wezwanie, tym razem jeszcze trudniejsze do wykonania: miała opuścić klasztor i pomagać biednym ze slumsów, żyjąc pośród nich. Poszła za tym wezwaniem.
Znalazła się na ulicy nie mając własnego kąta, bez żadnej towarzyszki, bez pieniędzy, miejsca pracy, bez żadnej obietnicy, gwarancji, zabezpieczenia.[4]

   Oddała się całkowicie pomocy najbiedniejszym z biednych, wypchniętym na margines społeczny, trędowatym, umierającym na ulicach Kalkuty, a potem na ulicach całego świata.
I za tę najprawdziwszą miłość, poświadczoną ciężką pracą, Bóg "odwdzięczał" się Jej milczeniem i niemożnością odczucia Jego obecności... A jednak nadal Go kochała. W swoich biednych. Nadal wierzyła w Swojego Oblubieńca. Znalazła też w końcu w tej ciemności więź z tymi, którzy doświadczają ciemności z własnej winy, z winy popełnianego zła.

Jeśli kiedykolwiek będę Świętą  - na pewno będę Świętą od „ciemności”. Będę ciągle nieobecna w Niebie, aby zapalać światło tym, którzy są w ciemności na ziemi.[5]
Solidaryzowała się już nie tylko z ubogimi materialnie, ale i z doświadczającymi nędzy duchowej, z grzesznikami. Do jednego z nich napisała:

Wiem, co czujesz straszliwą tęsknotę i czarną pustkę - a jednak On jest Tym, kto się w Tobie zakochał.[6]

Komuś, kto wyobraża sobie, że droga do świętości od początku do końca jest pokryta różami pocieszenia[7], ta mała książeczka otworzy oczy, jak bardzo się myli.
Moje oczy też otworzyła.

- autor Agnieszka Kostuch

 

[1] Paul Murray OP, Matka Teresa. Kochałam Jezusa w ciemnościach, przeł. St. Pełechata OP, Poznań 2010, Wydawnictwo W drodze, s. 29

[2] Tamże.

[3] Tamże, s. 43

[4] Edward Le Joly, Wszystko dla Jezusa, przeł. H. Bednarek, Warszawa 1982, Instytut Wydawniczy PAX, s.24

[5] P. Murray, op. cit., s. 106

[6] Tamże, s. 80

[7] Tamże, s. 30

/fot.pixabay.com/pl/

Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter