pixabay.com/pl

Był chłodny wiosenny wieczór. Mimo, że nie zawsze w pakiecie z wiosną dostajemy piękną pogodę, moim wieczornym rytuałem udałam się na spacer. Rozważając zdarzenia minionego już dnia, przechadzałam się po pobliskich uliczkach. Zaglądając w gasnące światła okien, napawałam się ciszą. Śpiące na parkingach samochody, szelest wiatru, ciemność. Może nieśmiałe myśli po ciemku głośniej szepczą, może modlitwa jest wyraźniejsza?

W pewnym momencie zgasły latarnie, nie widziałam drogi, a znajoma uliczka wydała się obca. Mimo, że kierunek drogi do domu dobrze znam, raczej wersja „na skróty” była wykluczona. Potykając się o krawężnik, wyjęłam telefon i użyłam latarki.

Co się dzieje, kiedy gasną nasze wewnętrzne światła? Żyjąc „po omacku” ciężko trafić do domu, nawet jeśli kierunek drogi jest dobrze znany. Ryzyko upadku jest znacznie większe, bo nie sposób dostrzec przeszkody, nawet niewielkie.

Zatrzymałam się na chwilę. Przez wysokie gałęzie drzew świecił księżyc. Spał w koronie drzewa jak orangutan, patrząc na wszystko z góry. „Nawet gdyby miasto zostało pozbawione prądu jest jakieś światło” – pomyślałam.

Kiedy wydaje nam się, że jest  naprawdę ciemno, że właściwie niewiele widzimy, jedyne co trzeba zrobić, to popatrzeć w górę.

Ciemność to grzech, zaniedbania, brak miłości. Porównywana do smutku, rozpaczy, braku nadziei, a nawet do śmierci.

 Miłość jest jak prąd w miastach, dzięki któremu świecą latarnie, reflektory, oświetlenia.

Jezus powiedział, że jest „Światłością świata”.

A oto znów przemówił do nich Jezus tymi słowami: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”.(J, 8, 12-13)

To coś znacznie więcej niż prąd, którego potrzebujemy do oświetlenia.

Po powrocie ze wspomnianego spaceru, nie włączyłam w domu światła, eksperymentując, co zobaczę. Niewiele. Pomijając to, że nie widziałam swojego pozostawionego bałaganu.

Bez Chrystusa w naszym życiu, nie zobaczymy nic. Nawet jeśli będziemy zapalać lampki w postaci rytuałów religijnych, wyuczonych modlitw, czy pobożnych nawyków. Bez Chrystusa, nie zdadzą się na nic. Nie zobaczymy swojego wewnętrznego bałaganu i grzechu.

Źródłem światłości jest miłość Jezusa, żywa w Nim obecność. Żadne lampki nie są nam potrzebne w jasny, słoneczny poranek, kiedy słońce świeci tak, że widać pyłki kurzu. To jest kroczenie w jasności. Życie z Nim. Jesteśmy trochę jak lampy solarne, wystawione na działanie promieni słonecznych. Energia słońca zamienia się w energię elektryczną, która jest magazynowana w akumulatorach, zamiast energii z sieci. Promieniami „jasności świata” możemy naładować swoje serce, aby było zdolne do miłości, nawet wtedy, kiedy zrobi się ciemno. Będą oświecać nie tylko nasze wnętrza, ale drogę innych. Ciemność nie jest w stanie zgasić  nawet malutkiego światła. Tego nie potrafi.
Światło słoneczne jest niezbędne do życia. Fotosynteza roślin i ich wzrost, źródło ciepła, znaczenie dla cyklu życia zwierząt, znaczenie w ekosystemie, to jedne z wielu jego znaczeń. Bez energii słonecznej  życie na ziemi byłoby niemożliwe.

Wniosek jest prosty. Światłość jest miłością. Światłość jest życiem. Zginiemy bez światła.

„Albowiem w Tobie jest źródło życia i w Twej światłości oglądamy światłość.” (Ps.36, 10)

Nie warto nadużywać wewnętrznej akomodacji wzroku, nie warto przyzwyczajać się do ciemności, bo wciąż możemy się po prostu przewrócić.

Z Bogiem nikt nie będzie chodził w ciemności, bo sam będzie światłem. Jego światłem.

„Wy jesteście światłem świata.” (Mt 5,14)

Wręcz mamy być tym światłem, mamy być widoczni w różnokształtnych formach dzisiejszej ciemności świata. Nie ma mowy o niedopasowaniu do rzeczywistości. Światło w mroku jest zawsze pociągające.

Pójdę jeszcze na spacer wieczorny, ale kolejne przechadzki będą w świetle. Popatrzę na wszystko dokładnie, zobaczę wyraźniej. Przecież mimo, że lubię wieczory to uwielbiam letnie, ciepłe i jasne dni. Uśmiech staje się wtedy odruchem bezwarunkowym. Ptaki śpiewają w dzień, nie w nocy, kwiaty rozkwitają w słońcu, tafla wody na jeziorze też jakby się uśmiechała blaskiem światła.

Św. Franciszek z Asyżu miał rację mówiąc : ”Bóg jest radością, dlatego przed swój dom wystawił słońce”. Słońce to tylko Jego lampka, jak wspaniałą On sam musi być  światłością…

Nie mogę się doczekać, aby to sprawdzić, a Ty?

  Iwona Sakrajda
 

 

Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter