Czego się boję? Pustki po sobie i pustki po innych. Samotności, własnej i tych, którzy mnie kochają, dla których jestem ważna.
Ale jest coś jeszcze. Coś ponad to wszystko.

 

Nie mogę powiedzieć, że boję się własnej śmierci, bo ta, na swój sposób może ekscytować. Wszak pociąga nas wszystko, co niewiadome, inne, nieznane. Nieustannie przeraża mnie jednak myśl, że za mało naczerpałam na zapas tego, co ważne, dobre i będzie moim zbawieniem. Boję się, że mając tyle czasu – zbyt wiele z niego zmarnowałam. I nadal marnuję, choć każdego dnia rano obiecuję sobie i Panu Bogu, że ten dzień będzie lepszy i… że ja będę w nim lepsza dla ludzi.
A w ciągu dnia okazuje się, że bycie dobrym człowiekiem wcale nie jest prostym zadaniem. To proces, który trwa i trwa. Syzyf toczący kamień.


Ranek, wstaję.
To dobry znak. Znaczy – żyję. Szybkie śniadanie i szybki przegląd prasy. Minutę za długi. Praca. Tu parking nie z gumy. Wszyscy się nie zmieszczą, ktoś musi szukać miejsca dla siebie dalej.  Kto pierwszy ten lepszy. Nie ja.
Przerwa przy kawie. Jak się weszło między wrony, to krakać należy. Na szefa, na urlop lub jego brak, na brak pochwały lub pochwałę dla innych. Na dzień w papierkach zamiast z rodziną, albo z książką. Na zdrowie, lub brak zdrowia. Na słońce, lub przeciąg… Na wczoraj, na zapas, na dobry wieczór.  Łatka przypięta, osąd wydany, dalej podane.

Po pracy.
Zakupy, kolejki i pośpiech. I w tym szalonym biegu ona, co niby do kasy o cenę zapytać podeszła. A sprytem wszystkich omija, ze sklepu pierwsza wychodzi - tak ceni sobie ten czas. Zakupy w rękach trzyma, gdy ja w kolejce ledwo się trzymam. Szkoda, że moich myśli nie słyszy. Mojego czasu nie ceni.

W domu..
Ktoś komuś coś zabrał, ktoś komuś nie oddał. Ktoś głodny, zmęczony, dorasta. Ktoś nie powrócił, ktoś nadal nie wraca. Ktoś komuś drzwi zamknął na zawsze. Ktoś nie chciał przebaczyć, ktoś nie spróbował. Ktoś zapamiętał.

Dzień minął,, z dniem słowa, co dane rano przetrwać nie chciały. Co sobie o mnie Ten Pan Bóg pomyśli? Niczego wielkiego nie chciał. Życia nie kazał oddawać za innych.
Na obietnicy poległam.

Jutro, (jeśli jakieś będzie) spróbuję raz jeszcze…
 
Z dedykacją dla tych,
którzy sił już nie mają.
- I wątpić zaczęli
 
 
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter