https://pixabay.com/pl/

Dziewczyny powiedzcie same, ale się porobiło na tym świecie. Dwudziestolatka "wszczykuje" botoks w bruzdy nosowo-wargowe i unosi brwi do połowy czoła. Osiemnastolatka na swoje urodziny robi operację biustu i lifting powiek, chociaż naturalnego wyglądu pozazdrościłaby jej nie jedna z nas. Oczywiście rozumiem, że są sytuacje wyjątkowe i medycyna estetyczna rzeczywiście jest konieczna, albo przynajmniej potrzebna, ale tu nie o nich mówię. Chodzi mi raczej o modę i przeświadczenie, że w dzisiejszym świecie „starzeć się” nie powinna żadna szanująca się kobieta.

Zmarszczka na czole przestała odzwierciedlać nasze doświadczenie, mimikę, gesty, które stale powtarzane, odbijają się echem na naszych ciałach. Nie wiem, co odbijało się na twarzach waszych mam, ale na twarzy mojej – pionowa kreska (zwana zmarszczką) – powstała z połączenia troski i zdziwienia do czego zdolne są jej (prawdopodobnie) dzieci. Piszę „prawdopodobnie”, bo często powtarzała – to niemożliwe, że ja was urodziłam (a jednak) :) 

Ale wracając do tematu. Czyż nie jest tak, że z sentymentem patrzymy na zmarszczki kochanej osoby, że odnajdujemy w nich wszystko to, co nam najdroższe? Co dodaje uroku, osobliwości, autentyczności. Co wyróżnia? Czyni wyjątkowym?

Wybaczcie, ale za żadne skarby świata nie umiem sobie wyobrazić mojej mamy z wyprasowaną na gładko twarzą. Nadmuchanym biustem do rozmiaru xyz, czy nadętymi ustami. Siebie też nie chcę sobie takiej wyobrażać. Mam nadzieję, że starzeć się będę z godnością. Że nie powstanie ze mnie karykatura własnej osoby. Przerażona wizją starości, ale za to z naciągniętą za uszy twarzą.

Żebyście mnie dobrze zrozumieli, uważam, że medycyna estetyczna jest potrzebna. Pod warunkiem jednak, że służy ona dobrym celom. Bo czym innym jest korekcja ostających uszu, które czyniły z nas w oczach szkolnych kolegów – uszola, słonia i fleta (czemu fleta? hmmm niedorzeczne), a czym innym jest wypełnianie tkanek miękkich u zdrowej i ślicznej dwudziestokilkulatki, na której grawitacja jeszcze nie odcisnęła piętna.

Swoją drogą  – wiecie, że modelowanie twarzy kwasem hialuronowym to wolumetria? A hydroksyapatyt wapnia to materiał biologiczny, który stał się hitem nowoczesnej medycyny estetycznej? Ja do dziś nie wiedziałam i pewnie za moment zapomnę.

O jedno was jednak proszę – dziewczyny, kobiety, panie i panowie – dbajmy o siebie, ale nie dajmy się zwariować. Niech żyje nam się lepiej, piękniej i wygodniej, wszak psyche i soma to dwa nierozerwalnie powiązane elementy naszego istnienia, o które dbać powinniśmy, ale… nie zapominajmy o tym, że jesteśmy wyjątkowi – tacy, jacy jesteśmy. Właśnie z tym zadartym noskiem, mniej owalnym owalem. Takimi pokochali nas nasi mężowie i partnerzy, za takich wyszły wasze żony. 
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter