fot. pixabay

Najczęstszym życzeniem, jakie składamy przy różnych okazjach jest życzenie zdrowia. Często nawet dodajemy, że jest ono najważniejsze, że jeśli mamy zdrowie, to mamy wszystko. Jesteśmy ogromnie nastawieni na doczesność, na nasze tu i teraz. Jesteśmy gotowi poświęcić bardzo wiele, żeby tylko ocalić swoje życie nawet, gdy jest ono pełne cierpienia i upokorzenia, stanowi ono bowiem dla wielu największą wartość.
Pan Jezus mówi dziś bardzo zaskakujące słowa: „Nie bójcie się tych, którzy mogą was tylko zabić a potem już nic nie mogą uczynić”. Jak to, TYLKO ZABIĆ! Czyżby życie nie było największą wartością, której należy wszystko podporządkować? Czyżby nasze życzenia zdrowia ponad wszystko były nie na miejscu?

Raz jeden w Ewangelii Pan Jezus człowieka nazywa szatanem. Jest nim Szymon Piotr. Przyczyną takiej reakcji jest, jak sam Pan Jezus zaznacza, „ludzkie” myślenie Piotra. Myślenie, które sensu, racji istnienia człowieka upatruje w wartościach doczesnych, materialnych. Myślenie, które stawia doczesne, przemijające korzyści ponad wartościami nieprzemijającymi, ponad prawdą i dobrem. Jednym z konkretnych przejawów takiego myślenia jest zatajanie niekorzystnej dla siebie prawdy, zasłanianie się obłudnym przekonaniem, że nie należy źle mówić o własnym środowisku. Bronić za wszelką cenę życia lub choćby tyko zdrowia zepsutej rzeczywistości, choć czujemy, że konieczne jest pozwolić jej

umrzeć, aby narodziło się coś nowego. Tego byli świadomi dawni i współcześni męczennicy, którzy nie wahali się poświęcić życia, dla czegoś, czego TO życie jest tylko cieniem. Za parę dni będziemy obchodzili uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela, jednego z tych, którzy w spektakularny sposób pokazali, że można myśleć po Bożemu, że są takie sytuacje, w których nawet własne życie, nie mówiąc o własnej wygodzie, wcale nie stanowi największej wartości.

Czego zatem sobie życzyć, jeśli nie zdrowia i wszelkiej pomyślności? „Do każdego więc, kto się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”. Może właśnie tego, aby nie zabrakło nam nigdy odwagi przyznawania się do Jezusa, cokolwiek to znaczy i obojętnie ile kosztuje…

ks. Andrzej Kozubski

Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter