Pamiętasz, że świat potrafi wciąż zadziwiać? Potrafi otworzyć twoje oczy ze zdumienia i unieść brwi? Przystań człowieku i pomyśl - potrafisz się jeszcze dziwić? Potrafisz się jeszcze zachwycać?

- Co dziś mogłoby nas olśnić, zaskoczyć, wywołać okrzyk „wow!” Góry? Gwiazdy? Dzieci? Książki, Piwo? Cud że żyjemy? Tego rodzaju reakcje są niezwykle rzadkie. Dlaczego? gdyż naszą percepcję tych zjawisk i zdarzeń tłumi rytm życia, zarówno w mieście, jak i na prowincji. Media nadają wielką wagę rzeczom trywialnym (wizerunek, liczby, sława), pomijając zarazem to, co rzeczywiście ważne… Unikamy wszystkiego, co naprawdę przerażające czy poruszające – ukazuje nam prawdę dzisiejszego świata William J. O'Malley SJ. Warto więc pójść również o krok dalej i zapytać słowami pisarza – „Cóż zatem, na Boga, w epoce tak wielkiej obojętności zasługuje na miano czegoś niezwykłego, ekscytującego? Co może być sensowne i ważne, czy choćby nawet tylko godne uwagi?”

Zwykłe rzeczy i zwykli ludzie tworzą piękno, ekscytację, zadziwienie… Jeśli tego teraz nie dostrzegasz to znaczy, że „Nie patrzysz oczami, lecz przez oczy” – jak mawiał Ortega. A może to wybór, jaki kiedyś podjąłeś, idąc za słowami Alberta Einsteina – „Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko”. 

„Jestem pewien, że za każdą głupotą i za każdym łajdactwem zawsze kryje się jakiś zakątek duszy godny podziwu i jakaś sfera zdumiewającego piękna – pisał Jose Luis Martin Descalzo, marzący nieustannie o życiu z szeroko otwartymi oczami, niczym dziecko, które zadziwiało i zachwycało niemal wszystko.

Tyle o tym pięknie napisali już pisarze, tyle obrazów powstało nasyconych zadziwieniem świata, a my wciąż widzimy świat czarno-biały, małe cuda przechodzą nam koło nosa niezauważone w pędzie dnia. Dziecięca ciekawość umarła razem z naszą dorosłością. Dlaczego życie przestaje być dla ekscytujące? Bo odkrywanie świata zamieniliśmy na realizację celów, bo… tyle już widzieliśmy i doświadczyliśmy… bo zdumienia szukamy nie tam, gdzie ono mieszka…

Magia i czary, tajemnicze zaklęcia… są dla nas bardziej ekscytujące niż narodziny człowieka – niezwykłość życia. Podziw budzą błyszczące flesze padające na głowy celebrytów, a matka pracująca na dwa etaty, żeby utrzymać rodzinę przemyka niezauważona każdego dnia ulicami miasta po cichu. Bo… mówimy pięcioma językami, zwiedzamy świat…., a z naszych ust nie padło nigdy słowo „przepraszam”, na które czeka dawno niewidziany przyjaciel, ojciec, syn…

Rzeczy ważne dzieją się po cichu, niezauważone. Nie lubią chaosu, a jednak to one zadziwiają nieustannie.

„Z mojego doświadczenia duchowego wynika, że Bóg nie lubi cudów spektakularnych, wszystko dokonuje się normalnie, ktoś by powiedział – przypadkowo…” - mawiał ksiądz Jan Kaczkowski dla którego cudem był każdy przeżyty dzień i który cudów doświadczał nieustannie, wśród podopiecznych hospicjum, którego był założycielem i szefem.

Jeśli tylko nauczymy się dostrzegać w tak zwanej zwyczajności – rzeczy wyjątkowych – zawsze będziemy pełni zdziwienia i zachwytu. Jak nie utracić z oczu tego co ważne? Odpowiedzią mogą być słowa Chestertona, na które dane mi było natknąć się w książce „Bóg dał mi kopa w górę”. Książki, która jest rozmową z Urszulą Melą – mamą Jaśka Meli najmłodszego zdobywcy biegunów – północnego i południowego a także pierwszego niepełnosprawnego, który dokonał takiego wyczynu. „…Cieszymy się w czas świąteczny, że święty Mikołaj wkłada nam do skarpet różne prezenty, a nie przychodzi nam do głowy ucieszyć się i podziękować, że codziennie Bóg wkłada nam do skarpet dwie zdrowe nogi...”

Barbara Stelmach-Kubaszczyk
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter