/pixabay/

UROCZYSTOŚĆ CHRYSTUSA KRÓLA WSZECHŚWIATA 22.11.2020
(Ez 34, 11-12.15-17; 1Kor 15.20,26-28; Mt 25, 31-46)

Dzisiejsza uroczystość kończy kolejny rok liturgiczny. Staje przed nami Chrystus, Król wszechświata, o którym św. Jan Paweł II w encyklice „Redemptor hominis” powie, że „jest ośrodkiem wszechświata i historii”. Jego panowanie rozciąga się na cały kosmos, nadając takie właśnie – kosmiczne znaczenie każdemu, najdrobniejszemu zdarzeniu. Takie znaczenie i sens teologia zwykła przypisywać ostatecznemu sądowi Bożemu, nazywanemu też często końcem świata.

W apokaliptycznej wizji, przedstawionej przez św. Mateusza, widzimy Chrystusa, który sądzi wszystkie narody. Oddziela dobrych od złych, owce od kozłów. Tym, co łączy jednych z drugimi to absolutne zdziwienie tym, co się stało, co zdaniem Króla zadecydowało o ostatecznym losie podsądnych. A zadecydowały rzeczy na pozór błahe: nakarmienie głodnych, napojenie spragnionych, odwiedziny chorych oraz tych, którzy znajdują się w trudnej sytuacji. Wszystkie te czyny nabierają takiego znaczenia, ponieważ cały kosmos konsekwentnie zmierza do tego, aby „Bóg był wszystkim we wszystkich”. Sąd ostateczny będzie definitywnym ujawnieniem wszystkich skutków, nawet najdrobniejszych, naszych decyzji. Budzi to skojarzenie ze znanym w świecie przyrodoznawstwa zjawiskiem zwanym „efektem motyla”. Chodzi w nim o to, że drobne zdarzenie mające miejsce w jakimś zakątku świata może wywołać nieproporcjonalnie duże skutki w innym rejonie świata. Przelatujący motyl w dżungli amazońskiej może wywołać, przynajmniej teoretycznie, tajfun w Japonii. Coś analogicznego dzieje się w przypadku podejmowanych przez nas decyzji. Podanie przysłowiowego kubka wody spragnionemu może wywołać cały łańcuch dobroci. Ale także uczynione drobne zło może spowodować jego lawinę. Ujawnienie tych powiązań w dniu sądu ostatecznego budzi w sądzonych zdziwienie. Dziwią się nagrodzeni, jak też ukarani. Jeśli u nagrodzonych owo zdziwienie przechodzi zapewne w bezgraniczną radość, to u ukaranych w bezgraniczną rozpacz. Niestety dla nich jest już za późno, decyzja nosi znamiona ostatecznej.

Zdziwienie, jako przeciwieństwo rutyny, otwiera oczy na nowe horyzonty. Jest w związku z tym sposobem poszukiwania nowatorskich dróg realizowania, także swojego chrześcijańskiego powołania. Warto zatem, na ile to możliwe, bronić się przed rutyną i przyzwyczajeniem, aby jeszcze przed Bożym sądem zdążyć się zadziwić tymi wszystkimi sytuacjami, w których Bóg daje nam okazję do uczynienia dobra. Bóg w dniu dzisiejszym ukazuje nam się nie tylko jako sprawiedliwy sędzia, ale także jako kochający Pasterz, który „pasie swoje owce, skaleczoną opatruje, chorą umacnia, tłustą i mocną ochrania”. Spróbujmy się tym na nowo zadziwić, bo to zdziwienie okazuje się być zbawczym.

Andrzej Kozubski, ks.

Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter