/pixabay/

III Niedziela Adwentu 13.12.2020
(Iz 61, 1-2a. 10-11; 1Tes 5, 16-24; J 1, 6-8. 19-28)

„Kto ty jesteś?” – z tym pytaniem zwracają się do Jana Chrzciciela wysłannicy kapłanów i lewitów. Być może najważniejsze pytanie jakie można postawić drugiemu człowiekowi i samemu sobie. Poważnie potraktowane, prowokuje do zamyślenia się nad swoim miejscem w świecie, sensem, celem swojego życia. Jan, odpowiadając, zastosował ciekawy zabieg mówiąc najpierw kim nie jest: „Ja nie jestem Mesjaszem”. Budowanie swojego życia na fałszywych przesłankach zawsze kończy się tragicznie, bo albo stawiając sobie za wysokie cele doznamy frustracji, albo mierząc za nisko będziemy stale odczuwać gorycz niespełnienia. Warto więc szczerze i jednoznacznie powiedzieć sobie kim na pewno nie jestem. I wtedy może wydarzyć się rzecz bardzo ważna, możemy zdać sobie sprawę z tego, że więcej możemy powiedzieć o tym kim nie jesteśmy. Tak. Sami niewiele znaczymy i niewiele możemy zdziałać. Jan swoją misję usprawiedliwia Tym, który idzie za nim, a któremu nie jest godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. Głębokiego znaczenia nabierają wtedy słowa Chrystusa: „beze mnie nic nie możecie uczynić”, nic nie znaczycie, ale ze mną – o tak! Ze mną wszystko jest możliwe a wy przez przeze mnie, który stałem się człowiekiem, staliście się bogami.

Przyzwyczailiśmy się do tego, aby mówiąc o Adwencie podkreślać w nim aspekt oczekiwania. Czekamy na Boże Narodzenie, czekamy na powtórne przyjście Pana Jezusa, czekamy na okazje, żeby zrobić coś dobrego, żeby „zasłużyć sobie” na Bożą przychylność, czekamy na odpowiednie warunki, na odpowiedni nastrój, aby nadrobić zaległości wobec Pana Boga…

Może warto pod koniec kolejnego w naszym życiu Adwentu uświadomić sobie, że my już nie mamy na co czekać, że szkoda na to czasu, bo Pan Jezus już przyszedł i nie ma możliwości, żebyśmy się Go pozbyli. To uświęcone przeróżnymi kazaniami, zachętami i obrzędami ciągłe czekanie, może stanowić sprytny wybieg usprawiedliwiający „święte” lenistwo. Cóż prostszego niż tak sobie czekać?

Tymczasem Pan Jezus przyszedł na ziemię i pozostał z nami po to, by zachęcić nas do pracy, tu i teraz, nad sobą i dla innych ludzi. Już nie jesteśmy bezradnymi, nic nieznaczącymi istotami, ale tymi, którzy mogą wszystko w Tym, który nas umacnia. Pan Jezus nie chce byśmy czekali na okazję, na wyjaśnienie tego co niejasne, na odpowiednie regulacje prawne, na korzystniejsze warunki, na przypływ ochoty do działania, na przykład, który powinien iść z góry, ale chce abyśmy dzisiaj wraz z Nim zaradzali biedom tego świata, wszak z Nim możemy wszystko…

Andrzej Kozubski, ks.
 
 
 
  
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter