„Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów”. (Łk 2, 29-32)

Mówi się, że Święta Bożego Narodzenia to najbardziej rodzinne święta. Kojarzymy je z ciepłem, wzajemną życzliwością.

Ale są też tacy, którzy tych świąt nie lubią, boją się ich, boją się, że tego wszystkiego nie doznają ze względu na samotność, na rodzinne konflikty. Często ludzie boją się tych świat, bo za bardzo nie wiedzą czym, ani z czego mają się cieszyć. Nie chodzi bowiem o zwykłą wesołość, ale o radość ze świadomości kim staliśmy się dzięki przyjściu na świat Jezusa Chrystusa i jaki jest cel naszego życia.

O tym kim jesteśmy i dokąd zmierzamy przypomina nam liturgia tych, około świątecznych dni, stawiając nas oko w oko ze śmiercią: Szczepan, Młodziankowie a dzisiaj Symeon, który całkiem spokojnie prosi (w święta Bożego Narodzenia !) o pozwolenie odejścia z tego świata.

Śmierci można chcieć z wielu powodów: życiowe problemy, cierpienia fizyczne lub psychiczne. Ale można też chcieć śmierci będąc świadomym spełnienia swojej życiowej misji i będąc pewnym, że tam po drugiej stronie czeka na mnie kochający Ojciec, który przygotował dla mnie to, czego ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało. Tak było w przypadku Symeona, tak było w przypadku prorokini Anny. Taka pewność rodzi się z kontemplacji Bożego Narodzenia, z patrzenia na betlejemski żłóbek. Tę pewność traci się, gdy z Bożego Narodzenia robi się festyn i zabawę z okazji kilku wolnych dni. Tę pewność traci się, jeśli święta kojarzą nam się jedynie z zakupami, z ozdabianiem naszych domów i miast, z wymyślaniem coraz to droższych prezentów.

Człowieczeństwo każdego nas zaczyna się i rozwija w rodzinie. W niej uczymy się odpowiedzialności, wspólnoty i właściwego wartościowania. Trzeba zatem aby w rodzinie te właściwe wartości pielęgnować. Czasami wbrew modom i chwilowym uwarunkowaniom. To daje prawdziwą radość i poczucie spełnienia.

Moje oczy ujrzały dziś Zbawiciela Świata. Czy mogę odejść w pokoju?

Andrzej Kozubski, ks.
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter