/pixabay/

II Niedziela po Bożym Narodzeniu
(Syr 24, 1-2.8-12; Ef 1, 3-6.15-18; J 1, 1-18)

Dzisiejszą niedzielę, ze względu na usłyszane czytania, można by nazwać niedzielą mądrości. Słyszeliśmy, że została ona stworzona przez Boga przed wszystkim, na samym początku i nigdy nie przestanie istnieć. To nie przypadek, że właśnie w samym centrum okresu Bożego Narodzenia, okresu tak bardzo przepojonego emocjami, wzruszeniami, dotykającymi prawie każdego, nie tylko chrześcijanina, ba – nie tylko człowieka wierzącego, Pan Bóg mówi do nas o mądrości. Bo też tej mądrości właśnie w tym czasie bardzo potrzeba, żeby z tych Świąt nie zrobić przesłodzonego kiczu rozświetlonego tysiącami lampek i przyozdobionego mnóstwem kolorowych baniek.

Dzisiaj, w dobie ogromnych możliwości zdobywania przeróżnych informacji, łatwo można pomylić wiedzę z mądrością. Można mieć bardzo rozległą wiedzę na różne tematy a pozostawać ciągle daleko od mądrości. Początkiem bowiem mądrości jest zaduma nad pytaniami, które rodzą się w nas w następstwie uważnego rozglądania się wokół. Dostrzeganie pytań a nie na szybko, a co za tym idzie - często naiwnie sformułowane odpowiedzi, stanowią o prawdziwej mądrości człowieka.

Jakie zatem pytania, które powinny wywołać w nas zadumę, stawia przed nami betlejemski żłóbek? Może najważniejsze jest to: „Co oznacza dla mnie osobiście, że odwieczne Słowo, które stało się Ciałem, daje mi moc, abym ja stał się dzieckiem Bożym? Co oznacza dla mnie prawda, że moje życie od poczęcia poprzez narodziny aż do śmierci jest tylko odcinkiem a nie całością?”.

Niech każdy z nas sam dziś napisze drugą część tego kazania…

Andrzej Kozubski, ks.
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter