/pixabay/
KOŚCIÓŁ ŚW. TRÓJCY W CIESZYNIE W INTERNECIE
Niedziela Chrztu Pańskiego 10.01.2021.
(Iż 42, 1-4.6-7; Dz 10, 34-38; Mk 1, 6b-11)

Jeszcze wszyscy mamy przed oczyma betlejemską stajenkę, aniołów, pasterzy, trzech króli, tę niepowtarzalną, sielankową atmosferę świąt Bożego Narodzenia a już dzisiaj liturgia stawia nas nad brzegiem Jordanu, w którym dorosły Jezus przyjmuje chrzest z rąk Jana Chrzciciela. To już nie sielanka, ale wymagające konkretnej reakcji postawienie nas wobec fundamentalnej prawdy o tym, że ten oto Jezus jest Synem Bożym, z dawna oczekiwanym Mesjaszem. Mało tego, ukazuje się nam w zupełnie innej roli niż ta, w której się Go spodziewano ujrzeć. Nie przychodzi jako wszechmogący Pan całego wszechświata, przynoszący wyzwolenie spod jarzma politycznej niewoli, ale jako potrzebujący oczyszczającego chrztu, pokorny człowiek.

Wiele można by powiedzieć i na wiele sposobów można tłumaczyć znaczenie chrztu Chrystusa, którego nie dotknął żaden grzech. Przychodzi mi na myśl w tym momencie doświadczenie, którym podzielił się kiedyś Leszek Kołakowski, a które dotyczyło jego spotkania z Janem Pawłem II kilka tygodni po wyborze na papieża. Powiedział wtedy nowo wybranemu Papieżowi, że bardzo dziękuje za to, że znalazł czas na rozmowę z nim, mimo iż ma teraz przecież cały świat na głowie. Papież odpowiedział ponoć: „Każdy z nas ma cały świat na głowie”. Pan Jezus przyjmując chrzest w wodach Jordanu wziął na siebie grzechy całego świata, abyśmy wraz z Nim mogli zwyciężać zło, bo - jak stwierdza dziś św. Jan: „Któż zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?”. Ponieważ misja Chrystusa na ziemi nie zakończyła się wraz z Jego wniebowstąpieniem, ale trwa nadal w nas chrześcijanach (i nie tylko), odtąd wszyscy mamy ten świat na głowie. Naszym, chrześcijan, zadaniem jest ukazywać poprzez miłość twarz Boga w dziejącej się historii, w pięknie otaczającego nas świata, ale także, w trudnym nieraz do zaakceptowania, drugim człowieku. Ateiści, jeśli są intelektualnie uczciwi, dbają, często nieświadomie, o to, żeby żadna religia nie stała się zabobonem, a niechrześcijanie stoją na straży tego, żebyśmy nie czuli się wyłącznymi właścicielami, albo co jeszcze gorsze, dysponentami prawdy. Chrystus zanurzywszy się w wodach Jordanu zanurzył tam cały świat, by w ten sposób oczyszczony zyskał moc stawania się doskonałym. To jest zadanie, które staje przed każdym z nas – zmierzać w kierunku doskonałości, być coraz bardziej sobą, niepowtarzalnym sobą.

Andrzej Kozubski, ks.
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter