Czy rodzaj ludzki jest zdolny popatrzeć na siebie i dopuścić do siebie myśl, że człowiek dąży do dobra, lecz niestety w tych staraniach często się potyka lub zbacza z obranego kursu?

Podziwiam młodych ludzi, że nie boją się manifestować swego przywiązania do ojczyzny. Przechadzam się po centrum Cieszyna i co rusz widzę kogoś w patriotycznej koszulce. Na Drewnianym Rynku dostrzegam Grzegorza Wałgę w takiej odzieży. Znany siłacz nie czuje lęku. Przecież nikt mu nic nie powie. Ten widok nie wzbudza we mnie jeszcze podziwu, ale i tak uśmiecham się z uznaniem. Pod Kościołem Jezusowym dostrzegam pankowca dumnie kroczącego w koszulce oddającej cześć Żołnierzom Wyklętym. Jak tu nie podziwiać człowieka, który kontestuje wszystko w koło. Przywiązany jest do subkultury, której nazwa oznacza coś bez wartości, zwykłego śmiecia. Urósł ten pankowiec w moich oczach niezmiernie. Być może ta koszulka to przejaw buntu wobec życia bez wartości? Nie wiem, czym ten człowiek się kierował ubierając tą koszulkę. Może tylko wilk mu się podobał?  Chciałbym wierzyć, że było w tym coś głębszego.

Pierwszego sierpnia o godzinie 17.00 na cieszyńskim rynku mieszkańcy oddali cześć walczącym w Powstaniu Warszawskim. W zadumie minutę ciszy poświęcili by przypomnieć o bohaterskich czynach. Przyszli w biało-czerwonych opaskach na ramieniu. Z pogardą zostali nazwani faszystami. Bowiem tego dnia to słowo jak co roku staje się modne. Tu pogardę okazuje ulubieniec Krytyki Politycznej Adrian Zandberg - lider neokomunistów. Na szczęście nikt nie przejmuje się jego słowami. Uderzanie na lewo i prawo niczym cepem  słowem „faszysta” skończy się tak, że za parę lat to słowo nikogo nie będzie ruszać. Szafowanie  taką tęgą obelgą wystawia w ten sposób wypowiadającego na pośmiewisko.

Za sprawą powstania bulwersuje mnie jeszcze jedno zjawisko. Chodzi mi o pogardliwy stosunek do powstańców. Mamy prawo oceniać samą decyzję powstania, nawet dość krytycznie zważywszy na stosunek choćby Wodza Naczelnego Polskich Sił Zbrojnych Kazimierza Sosnkowskiego do całego pomysłu. Zresztą podobne zdanie wygłaszał choćby generał Anders. Mamy prawo domagać się rozliczenia historycznego z postaciami, które podjęły taką decyzję. Natomiast szkalowanie osób wykonujących rozkazy: szeregowych, harcerzy, cywilów uważam za niedopuszczalne. Część z nich chciała przez chwilę poczuć wolność w okupowanej Warszawie.

Zacząłem z górnej półki. Być może nieco zbyt patetycznie, dlatego wracam do nieco przyziemniejszych spraw. Powoli, kropla za kroplą do ucha ludzkiego sączy się jad. Specyfik ten rozprowadzany wśród społeczeństwa jest przez media głównego nurtu. Polega on na deprecjonowaniu osób przyjmujących pieniądze z programu „500+”. Co chwila pojawia się informacja o jakichś alkoholikach, co przepijają te pieniądze (czasem nawet szybciej, niż przyznanie owej pomocy). Obśmiewa się również inne zakupy jak np. auta z rynku wtórnego. Ile trzeba mieć w sobie pogardy do świata by okładać tych najsłabszych? Macie rację czasami są oni nieporadni i nie umieją zapanować nad swoim życiem, ale nie jest to żadna reguła. Czy można obśmiewać człowieka, który chce dla swojego dziecka lepiej? Sam nie jest w stanie mu tego zapewnić, bo na każdym kroku jest okradany przez państwo i jego długie, obślizgłe macki. Nie ma się co dziwić, że wyciąga dłoń po pieniądze. Czy kupienie auta używanego dla wieloletniej rodziny jest złe? Przecież jest to inwestycja, która poprawi komfort życia rodziny. Być może dzięki pojazdowi jedno z rodziców podejmie lepszą pracę, w  miejscu do którego wcześniej nie miało dojazdu. Zaufajmy ludziom i nie zaglądajmy im do portfela. Program rządowy 500+ ma swoje mankamenty, ale to nie powód by gardzić jego odbiorcami.

Ostatnia sprawa, która tak rozpala umysły i kreatywność ludzką to prawo kobiet do karmienia piersią w miejscu publicznym. Wszystko zaczęło od sprawy w sopockiej restauracji, w której kelner poprosił karmiącą matkę by tego nie robiła w sali restauracyjnej. Zasugerował jej również, że może to uczynić w toalecie. Pokrzywdzona przed sądem domaga się 10 tysięcy złotych odszkodowania i przeprosin za dyskryminację. Tak po ludzku ciężko obronić nietaktowne zachowanie kelnera. Zwłaszcza mam na myśli karmienie dziecka w toalecie. Negowanie prawa kobiety do karmienia dziecka jest co najmniej dziwne. Za podobne uważam sądzenie, że matka ma ochotę w tym momencie epatować swą nagością.

Sprawa ma jednak drugie i trzecie dno. Otóż w prawie polskim nikt nie uregulował pojęcia miejsca publicznego lub miejsca użyteczności publicznej. Jest parę różnych rozporządzeń, lecz one niczego nie przesądzają, zwłaszcza w kwestii restauracji. Moim zdaniem zachodzi tutaj po raz kolejny pogwałcenie wolności gospodarczej. Uważam, że właściciel restauracji może sobie nie życzyć karmiących kobiet w swojej restauracji. Jest to głupie, bo traci klientów. Wiele restauracji staje na głowie. Robi kąciki dziecięce by przyciągać matki z dziećmi. Nie zabraniajmy nikomu działania na własną szkodę. Lepszym rozwiązaniem byłoby wydzielenie osobnego pomieszczenia na karmienie i przewijanie lub czytelny zakaz.

Trzecie dno to ta wszechogarniająca dyskryminacja. Mnie to słowo napawa pewną niechęcią ze względu na nadużywanie go. W mediach raczej nie mówi się o tym, że pokrzywdzona przez restaurację jest wspierana przez organizacje broniące praw LGBTQ. Prawo do karmienia tej pani ma być pierwszym taranem, który otworzy drogę do praw społeczności homoseksualnych. Podobna sytuacja miała miejsce w Łodzi, gdzie pewien drukarz odmówił wydrukowania materiałów promujących homoseksualizm. Tu po raz kolejny w imię przeciwdziałania dyskryminacji uderza się w wolność gospodarczą i swobodę zawierania umów. W jakim chorym świecie trzeba żyć by narzucać komuś to z kim mamy współpracować? Podobnie zaczęło się na zachodzie. Potem celowo choćby do szkół katolickich o pracę starały się osoby o odmiennej orientacji seksualnej. Z wiadomych względów nie były zatrudniane. Parę procesów o dyskryminację i szkoła szła z torbami za przegrane procesy lub była odgórnie zamykana. Takich spraw były dziesiątki, a świat mimo to brał przykład z trzech małp: nie widział, nie słyszał i nie mówił.

Paweł Czerkowski

foto. Krzysztof Telma

 

Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter