/pixabay/

Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia [z tego świata], postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich? Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz! Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.


Życie się kończy. Jezus wie, że trzeba będzie odejść. W takiej chwili jest jeszcze jedno, a może więcej pragnień, które przychodzą. Te pragnienia skłaniają do postanowień. "Postanowił udać się do Jerozolimy". Miasto, nad którym płakał, które kochał, które miało Go zabić. Nie można odejść, nie można uciec od tych, z powodu których płaczemy, których kochamy i którzy nas na jakąś utratę życia wydają. Oni nas do siebie przyciągają.

Nasze życie, po wielu doświadczeniach, kiedy mamy ich już dosyć, szczególnie tych bolesnych, prowadzi do miejsc, gdzie spotkamy osoby nieżyczliwe nam. "Nie przyjęto Go". Zobaczmy nasze reakcje wtedy, kiedy jesteśmy niemile widziani. Co czujemy, myślimy, co w takich właśnie sytuacjach mówimy?

Jezus idzie dalej. Nie wraca tam, skąd przyszedł. Nie obraża się na Samarytan. Wśród nich są osoby bardzo wrażliwe, jak choćby: miłosierny Samarytanin, czy kobieta-Samarytanka przy studni, którą Jezus prosił, aby dała Mu pić.

Uogólnienia są niebezpieczne. A z drugiej strony patrząc, jeśli z uprzedzeniami nic nie robimy, to one niebezpiecznie narastają. Nie pozwolimy z czasem przejść niektórym osobom przez naszą życzliwość, która jest dla innych. Pojawia się też potrzeba rewanżu, skrzywdzenia: "Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?".

Czy nie niszczę innych przez to, że ich nie akceptuję, nie znoszę, nie dopuszczam do siebie? Co niszczę ze złością? Jezus zabrania niszczyć. Potrzeba odejść od chęci rewanżu. Ów rewanż znajduje swoje odbicie w ciągłej krytyce, tej samej czy też ? tych samych osób. Czy nie jest to niszczeniem? Bóg nie stwarza w nas myśli o niszczeniu. Co zatem proponuje? Zobaczyć inne rozwiązanie: "Udali się do innego miasteczka". Wydaje się, że do innego samarytańskiego. Czy tam również nie zostali przyjęci? To prawdopodobne. "Módlcie się za tych, którzy was prześladują".

ks. Józef Pierzchalski SAC

Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter