„Ilu ludzi potrzeba, żeby zmienić świat? Wystarczy jeden człowiek. Nieważne ile masz pieniędzy, czasu czy energii. Nigdy nie jesteś zbyt stary, biedny czy załamany, żeby nie przydać się Bogu…”

Miłosierdzie… Można ubrać je w piękne słowa. Można o nim głośno mówić. Akcentować jego wydźwięk, szukać jego synonimów, ale nie o słowa przecież tutaj chodzi…, bo choć podniosłe i piękne – same świata nie zmienią. Matka Teresa, w posłudze chorym i biednym wielokrotnie podkreślała, że intelektualne poznanie problemu ubóstwa nie oznacza, że je rzeczywiście rozumiemy. – Czytanie, zwiedzanie dzielnic nędzy, przyglądanie się nędzy i ubolewanie nad nią nie wystarczą do zrozumienia jej i stwierdzenia, co jest w niej złego i dobrego. Musimy zanurzyć się w niej, żyć w niej, dzielić ją z tymi, którzy w niej żyją... – mawiała.

Podobnie jest z miłosierdziem, które nie potrzebuje pięknych słów, nie potrzebuje uznania i zapłaty. Przecież „po owocach ich poznacie”.

- To zbyt mało, gdy powiemy: „Kocham Boga, ale mojego bliźniego – nie”. Święty Jan powiada, że jesteś kłamcą, gdy mówisz, że kochasz Boga, a nie miłujesz swego bliźniego. Jak możesz kochać Boga, którego nie widzisz, jeśli nie kochasz twego bliźniego, którego widzisz, dotykasz, obok którego żyjesz? – brzmiały słowa przemówienia Matki Teresy wygłoszone z okazji wręczenia jej Pokojowej Nagrody Nobla. Te słowa jednak bez reszty przepełnione były miłosierdziem codziennej posługi i wiarą w to, co powiedział Jezus: „Byłem głodny, nagi, bezdomny, byłem niechciany, odtrącony – a wy uczyniliście to dla Mnie”.

Jaką radość miała w sercu Matka Teresa z Kalkuty, słysząc głos umierającego mężczyzny, w połowie już zjedzonego przez robaki: „Żyłem jak zwierzę, na ulicy, ale zaczynam umierać jak anioł, otoczony miłością i troską”?

Jak to jest dotykać dwadzieścia cztery godziny na dobę Ciała Chrystusa w drugim człowieku? Czy musimy znać odpowiedź na to pytanie? Myślę, że miłosierdzie musimy najpierw odnaleźć i umocnić obok siebie, bo miłość zaczyna się w domu. Nie ważne, ile zdołamy zrobić – ważne ile miłości włożymy w nasze działanie. Na początek zacznijmy od uśmiechu, bo jak mawiała Matka Teresa - to on jest początkiem miłości i nie potrzeba nam wielkich czynów, lecz drobnych spraw popartych wielka miłością.

O istocie naszego człowieczeństwa przypomina nam również Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, który jest okazją do uzyskania wyjątkowych odpustów. Można uzyskać je odbywając krótką pielgrzymkę do Bramy Miłosierdzia, biorąc udział we Mszy świętej, zamyślając się nad tajemnicą Bożego Miłosierdzia i odmawiając wyznanie wiary. Wszystko to jednak musi w swojej istocie zawierać uczynki miłosierdzia. Nasze uczynki – te o których nikt nie wie, za które nam nikt nie płaci ani pieniędzmi, ani wdzięcznością - to one są miarą naszej wiary.

Przypomnijmy słowa papieża Franciszka: "Są chwile, w których jeszcze mocniej jesteśmy wzywani, aby utkwić wzrok w miłosierdziu, byśmy sami stali się skutecznym znakiem działania Ojca. Z tego właśnie powodu ogłosiłem Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia jako pełen łaski czas dla Kościoła, by uczynić świadectwo wierzących jeszcze mocniejszym i skuteczniejszym."

Tak więc, nie przechodźmy obojętnie obok Bramy Miłosierdzia. Ten z pozory nawet czasami zwykły spacer może odmienić nasze serce. Sprawić, że zmienią się nasze priorytety… że zobaczymy więcej, wyraźniej, piękniej… nasze człowieczeństwo. Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, to czas szczególnej łaski również dla pani Katarzyny.

Są takie dni, które przelewają „czarę goryczy”. To był właśnie taki dzień. Czegokolwiek bym się nie tknęła, wszystko się rozsypywało. Czułam się tak, jakby ktoś specjalnie podkładał mi kłody pod nogi… jakby pozamykał przede mną wszystkie drzwi ucieczki… i choć zabrzmi to wyniośle i górnolotnie -tego feralnego dnia, tylko jednego miejsca nikt przede mną nie zamknął – kościoła. Weszłam do środka, odsapnąć, ogrzać ręce, zastanowić się co dalej… Przy wejściu nikt nie powiedział do mnie „proszę przyjść za pół godziny, bo mamy przerwę”, nikt nie chciał tu ode mnie dokumentów, które właśnie tego dnia zastały na stole w domu… nikt nie powiedział „pani się nie należy”, albo „przyjmujemy młode osoby” – jak kilka minut temu na rozmowie o pracę…

Kościół był jedynym miejscem, w którym nie czułam się gorsza, odepchnięta, niepotrzebna, za stara… Ta wizyta… ta otwarta brama… zmieniły mnie. Ktoś tę bramę otworzył dla mnie, a potem długo w niej na mnie czekał – wspomina.

W diecezji bielsko-żywieckiej Bramy Miłosierdzia znajdują się w Bielsku-Białej (katedra św. Mikołaja), w Żywcu (konkatedra Narodzenia NMP), w Oświęcimiu (kościół św. Maksymiliana), a także w Andrychowie (kościół św. Macieja), Skoczowie (kościół świętych Piotra i Pawła) i w Cieszynie - w Kościele Jubileuszowym św. Marii Magdaleny, dokąd 22 października w liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II odbyła się rejonowa pielgrzymka dekanatów cieszyńskiego, goleszowskiego i strumieńskiego. Liturgia przewodniczył bp Tadeusz Rakoczy w koncelebrze wszystkich księży dekanatu. Uroczystość rozpoczęła się koronką w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem, następnie kapłani procesyjnie weszli przez Bramę Miłosierdzia. 

Bramy Miłosierdzia będą otwarte do 20 listopada 2016 r. Zachęcamy do owocnego przeżywania Jubileuszu Miłosierdzia. Każdego dnia, codziennie od nowa, by godnie odpowiedzieć kiedyś na pytanie – czy byłeś człowiekiem?


tekst: Barbara Stelmach-Kubaszczyk
foto: Renata Zięba

Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter