fot. Biblioteka Miejska

Biblioteka Miejska w Cieszynie przyzwyczaiła już mieszkańców do niebanalnych spotkań wokół literatury. Są to zarówno spotkania z autorami przedstawiającymi swoje książki, z podróżnikami opowiadającymi o wspaniałych wyprawach jak i prelekcje objaśniające czyjąś twórczość literacką.

23 października br. w sali konferencyjnej Biblioteki odbyło się kolejne interesujące spotkanie zatytułowane Tajemnice opowiadań Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Poprowadziła je Joanna Gawlikowska, znana Cieszyniakom emerytowana nauczycielka polskiego, która wychowała wielu polonistów i ma w dorobku sporo publikacji książkowych. Jej życie i twórczość nadają się na osobne omówienie, czego mam nadzieję doczeka się jeszcze za życia. Jej niegasnąca aktywność w zakresie promocji literatury wzbudza mój najwyższy podziw. I nie mam wątpliwości, że nie tylko mój, biorąc pod uwagę salę wypełnioną  po brzegi ludźmi (zresztą po raz kolejny na jej wykładzie). Dodam, że nie byłam jedyną osobą spoza Cieszyna, która przyjechała specjalnie, żeby wysłuchać tego wykładu. Co takiego jest w prelekcjach przez nią głoszonych, że chce się pokonać kilkanaście, a nawet kilkaset kilometrów? Jaka jest tajemnica Joanny Gawlikowskiej opowiadania o literaturze?

Pamiętam, że podczas pierwszego wysłuchanego przeze mnie wykładu Joanny Gawlikowskiej, najbardziej zaskoczyło mnie to, że przez większość spotkania stała. Widok stojącej (z własnej woli!) przez pół godziny i dłużej prawie osiemdziesięcioletniej kobiety sam w sobie zadziwia. A gdy do tego dochodzi pasja w głosie, z jaką przekazuje ona treści, żywa gestykulacja, cudowna interakcja z uczestnikami spotkania, nie można wyjść z takiego wykładu obojętnym czy znudzonym. Pani Joanna traktuje prelekcję nie jako wyuczoną „klepankę”, ale jako „spotkanie z” – z autorem, którego twórczość przedstawia, i z osobami, które przychodzą na wykład. Od początku wyczuwa się, że prelegentce autentycznie zależy na przybliżeniu uczestnikom spotkania tematu, któremu poświęcony został wykład. Sama zdając sobie sprawę z wartości danej twórczości, próbuje przekonać do niej innych. Śmiem twierdzić, że nawet ci przekonani, czują się zaskakiwani podczas jej wykładów. Ja tak poczułam się również podczas tego ostatniego.

Pani Joanna rozpoczęła spotkanie od przywołania postaci świeżo upieczonej noblistki Olgi Tokarczuk i jej Opowiadań bizarnych. Doszukała się w nich analogii do opowiadań Herlinga-Grudzińskiego, zauważyła wspólne źródło ich zainteresowań tym, co dziwne, nieracjonalne, niewytłumaczalne. Nie mówiąc wprost, już na początku dała do zrozumienia, o jakim formacie pisarza będzie opowiadała – równie dobrze Herling-Grudziński mógł otrzymać Literacką Nagrodę Nobla. Tajemniczość, niedopowiedzenie są jednymi z emblematów opowiadań Herlinga-Grudzińskiego i to z nich pani Joanna uczyniła główny temat spotkania.  

Po przedstawieniu zarysu biografii Herlinga –Grudzińskiego, zobrazowanego slajdami wyświetlanymi przez Henryka Pasternego, przedstawiła kluczową dla zrozumienia jego pisarstwa koncepcję postrzegania przez niego rzeczywistości jako: jawną, lecz pozorną, oraz istotną, lecz ukrytą. Poczym przeszła do omawiania dwóch wybranych przez siebie opowiadań: Cmentarz Południa i Wieża. Dużo wcześniej, przygotowując się do tego wykładu, podzieliła się ze mną swoim strapieniem, jak trudno jest jej wybrać z tego bogactwa twórczości teksty do omówienia. Podczas spotkania nie podawała słuchaczom gotowych syntez, a jedynie podpowiedzi, żeby sami doszli do wniosków na podstawie przedstawionej fabuły  i czytanych fragmentów. Zachowywała się jak jubiler podkładający pod lupę piękne klejnoty i przyglądający się im z różnych stron. Dlatego oprócz omówienia bardzo ważnej kwestii konstrukcji opowiadań, pokazała piękno opisów, naświetliła źródła historii, z których czerpał autor. Przekazała w dużym stopniu cykl ich powstawania. Nic też dziwnego, że w którymś momencie poczułam się jak w środku podróży po Włoszech. I to takich peryferyjnych, tajemniczych, nieznanych z przewodników turystycznych. Poza przeżyciem cudownego klimatu magii tych opowiadań, dla kogoś, kto próbuje sam tworzyć teksty literackie, była to wspaniała lekcja o kreowaniu i spisywaniu historii. Jednym z przywołanych przez nią cytatów było motto z Cmentarza Południa:

Niektórzy pisarze, mówiąc o swoich utworach, powtarzają: „moja książka, mój komentarz, moje opowiadanie”… Lepiej by zrobili, mówiąc: „Nasza książka, nasza opowieść, nasz komentarz”, gdyż zazwyczaj w owych książkach i narracjach jest więcej innych niż ich samych.

Przyjęcie tych słów przez kogoś, kto sam próbuje pisać, wymaga ogromnej pokory i świadomości spuścizny literatury, jaką został obdarzonym. Tej pokory i świadomości na pewno nie brakuje Joannie Gawlikowskiej. Dlatego nie uczyniła ze swojego wykładu pokazu erudycji, nie wyeksponowała swojej osoby, ale od początku na pierwszym planie postawiła Herlinga-Grudzińskiego. Przejawiało się to również w kilkukrotnym powtórzeniu: Ale niech przemówi sam autor. W ten sposób zamieniła „jej wykład” w  n a s z e  spotkanie z Herlingiem-Grudzińskim. Po wysłuchaniu takiej prelekcji człowiek nie ma wątpliwości, na czym polega różnica między żywą a martwą literaturą. Biblioteka Miejska w Cieszynie jest zdecydowanie przykładem promocji tej pierwszej, za co należą się jej najwyższe słowa uznania.

W czym zatem tkwi tajemnica opowiadania o literaturze? Poza tym, że w merytorycznym, profesjonalnym przygotowaniu, to przede wszystkim w miłości do literatury, w szacunku do jej twórców. I tym wszystkim Joanna Gawlikowska po raz kolejny podzieliła się z nami szczodrze.
 
Agnieszka Sroczyńska
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter