fot. pixabay

To trochę dziwne co Pan Jezus dzisiaj mówi. To tak jakby chciał za wszelką cenę zniewolić człowieka, sobie podporządkować, a nawet wykorzystać. Wydaje się być bardzo zaborcze i apodyktyczne, wprost bezduszne. Można by próbować tłumaczyć, że to przecież Pan Bóg, a więc może żądać od człowieka czego tylko chce, nie musi się przed nikim tłumaczyć. Tylko, że to niczego nie wyjaśnia, wręcz przeciwnie, bo jak w takim razie rozumieć inne wypowiedzi, w których zapewnia człowieka, że nie chce robić z niego niewolnika ani nawet sługi, ale że uważa nas za swoje dzieci, za przyjaciół, za osoby wolne, dojrzałe i odpowiedzialne.

Kluczowe w zrozumieniu tego tekstu jest to, co Pan Jezus mówi dalej. A mówi, że „kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który mnie posłał” i dalej, że „kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, nie utraci swojej nagrody”. W tym kontekście słowa o tym, że nie godzi się kochać kogokolwiek bardziej niż Boga znaczą, że nie godzi się kochać siebie bardziej niż drugiego człowieka, w którym zawsze obecny jest sam Pan Bóg. Jest to bodaj najprostsza definicja istoty miłości: być dla drugiego.
Gdy Pan Jezus mówi o miłości to nie chodzi o uczucie, emocje. Chodzi o postawę otwartości na drugą osobę, o twórcze z nią spotkanie. Chodzi o zapominanie o sobie na rzecz drugiego człowieka. Uczucia i emocje mogą skutecznie pomóc w kochaniu, ale nie stanowią istoty miłości. Tak jest w przypadku matki, ojca, dzieci, a więc w naturalnie najmocniejszych relacjach miłości. Ale nawet te relacje nie mogą zamknąć człowieka na najbardziej fundamentalny wymiar miłości jakim jest jej powszechność. W stopniu heroicznym jest to miłość nieprzyjaciół, która pozostaje najtrudniejszym do zrealizowania znamieniem chrześcijaństwa.

Andrzej Kozubski, ks.
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter