/pixabay/


Już od jutra zapraszamy do czytania kolejnych odcinków powieści, która powstaje na bieżąco podczas wspólnych spotkań literackich Grupy Miłośników Sztuk Wszelkich!! Co tydzień zaprezentujemy kolejną część naszego dzieła literackiego. Zapraszamy do lektury, ale także do polubień i komentarzy. Powieść jest ciągłą niewiadomą ale zapowiada się rewelacyjnie!


PROLOG 

Zimny i deszczowy marcowy dzień powoli budził się do życia. Równie powoli budziła się Metropolia, choć to wielkie miasto i tak nigdy nie zasypiało na dobre. 24h na dobę życie w Metropolii buzowało jak w wielkim mrowisku.  Dzielnice na zmianę to zasypiały, to się budziły. Wraz ze świtem otwierała oczy dzielnica robotnicza - ludzie szli do pracy, do fabryk, do zakładów przemysłowych, w których czekały na nich monotonne obowiązki, wykonywane mechanicznie i bez entuzjazmu. Każdy ich dzień przypominał poprzedni i był zapowiedzią następnego. Od lat nie zmieniało się nic w ich egzystencji, poza gasnącym blaskiem w oczach i coraz bardziej pooraną zmarszczkami twarzą. Ta część Metropolii wstawała najwcześniej. 
Dopiero, gdy słońce już wychylało głowę znad wieżowców, budziła się dzielnica biznesowa. Powoli przecierali zaspane oczy bankierzy, maklerzy giełdowi i finansiści, którzy już mieli w głowach plan na kolejne układy, umowy, targi i podstępy. Wraz z nimi budziło się cwaniactwo i pokusa bycia lepszym. Żądza pieniądza również przeciągała się leniwie i szykowała do kolejnego skoku na cudzą kasę. Oczy tej części miasta błyszczały, były ładnie umalowane, okolone drogimi oprawkami czasem zupełnie zbędnych okularów. Twarze tej części miasta już od rana miały makijaż - może żeby ukryć prawdziwe intencje, a może, by schować prawdziwe zmęczenie.  
Najpóźniej budziła się artystyczna część Metropolii. Około południa artyści przypominali sobie, że przecież jest już dzień i warto w świetle słonecznym zobaczyć swoje miasto. Przemywali zmęczone przeżyciami poprzedniej nocy oczy, zjadali szybki posiłek i już znikali z domów, a raczej ze swoich sypialni, pojawiając się jak nowe kwiaty w kolejnych dziwnych, ekscytujących miejscach. 
Tak właśnie budziło się do życie to dziwne wielkie zwierzę, zwane Metropolią. Marcowy, przenikliwy deszcz znowu zaczynał padać pokrywając wszystko błyszczącą powłoką. 
 
ROZDZIAŁ   1
 
Ai
 
             蛙の子は蛙 (Kaeru no ko wa kaeru)[1], Można to tłumaczyć jako ,,Niedaleko pada jabłko od jabłoni”, Ai poza miłością do przedmiotów ścisłych, w szczególności chemii, odziedziczyła po ojcu także zamiłowanie do Japońskich przysłów. Pewnym jest, iż gdyby życie Ai potoczyło się nieco inaczej pewnie zdobywałaby właśnie dyplom powiązany z krajem i językiem na jakimś renomowanym uniwersytecie. Na czym polegałyby te studia i gdzie miałyby się odbywać?  Ai wolała nawet o tym nie myśleć, bowiem na samą myśl o swoim poprzednim życiu, które bezpowrotnie utraciła, zaczynała boleć ją głowa (niestety po ojcu odziedziczyła również skłonności do migreny). Odziedziczyła także puszkę Pandory w postaci kartonu wypełnionego po brzegi dokumentami, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego.
            Wszystko zaczęło się, gdy w jej rodzinnym mieście Jokohama[2] zaczęło dochodzić do coraz dziwniejszych przypadków zatruć fauny i flory. Zaczynało się niegroźnie; od obumarcia pospolitych roślin na obrzeżach miasta, czy też śmierci kilkunastu bezdomnych zwierząt. Ludzie zdali sobie sprawę z rangi problemu dopiero, gdy zatrucia dosięgły pobliskiego zoo, przyczyniając się do śmierci ponad połowy obecnych tam zwierząt. Gdy do tego doszło, władze postanowiły powołać zespół naukowy pod przewodnictwem ojca Ai, który miał za zadanie odkryć źródło problemu. Gdy odkryto, iż doszło do zatruć chemikaliami, a wieść o tym dotarła do opinii publicznej, rozpoczęła się nagonka na cały przemysł rafineryjny. Ojciec Ai postanowił podążać tym śladem, niestety nie zdołał odkryć prawdy, w gruncie rzeczy to nic nie zdołał zrobić. Zginął po zatruciu się badanymi chemikaliami. Ai nigdy nie wierzyła w to, jakoby jej ojciec uległ nieszczęśliwemu wypadkowi, jednakże niewiele mogła zrobić w obliczu policji twierdzącej, że nie ma powodów, by wszczynać śledztwo. Wkrótce po śmierci ojca, sprzątając jego rzeczy, Ai natknęła się na ukryte za szafą pudło wypełnione po brzegi dokumentami, których treści kompletnie nie mogła zrozumieć. Rozumiała jednak na tyle, by wiedzieć, że już nigdy nie może czuć się bezpiecznie w swoim mieście. Zmuszona więc była uciec do Metropolii, która w aktach ojca była przedstawiana jako pewnego rodzaju bezpieczna przystań. Tak jej się w każdym razie wydawało. Ostatecznie pełna wątpliwości, i poczuciu, iż nie ma innego wyboru udała się na emigrację. 
            Teraz wiodła smutne i monotonne życie w mieście, do którego kompletnie nie mogła przywyknąć. Jej praca nie odstawała od reszty spraw, co za tym idzie była równie beznadziejna.    Pomimo tego, iż Ai ukończyła wiele prestiżowych kierunków studiów, teraz była zmuszona pracować za średnią stawkę jako nauczyciel kontraktowy, pod wodzą wyjątkowo mizoginistycznego i arbitralnego dyrektora. Wszystko to w nieciekawej szkole podstawowej w jakże nieciekawej dzielnicy robotniczej. Cóż, ważne by się nazbyt nie wychylać.
            Rozważania na temat beznadziejności sytuacji w jakiej się znalazła przerwał jej laptop upominający się o ładowarkę. Niechętnie wstała z krzesła i wykonała prośbę jaką wystosował do niej komunikat. Nie mogła sobie pozwolić na wyczerpanie baterii, mogłoby się to wiązać z utratą jej zapisów, a tak się składało, że Ai po raz pierwszy od dawna robiła coś naprawdę ważnego. Właśnie kończyła redagować swoja stronę internetową, na której postanowiła umieścić część nagromadzonych przez jej ojca danych. W swych działaniach musiała być ostrożna, ponieważ nie chciała opublikować niczego, co mogłoby zwrócić na nią uwagę.
 
[1]            dosłownie: Dziecko żaby będzie żabą 
[2]            drugie co do wielkości miasto w Japonii. Największy port morski i jeden z Większyc ośrodków przemysłowych w kraju. Leży w środkowej części wyspy Honsiu, w prefekturze Kanagawa, której jest stolicą. 
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter