Gdy upadał na ziemię brano go do rąk i całowano z czułością. Zanim nóż wbił się w jego wnętrze, wykonywano na nim znak krzyża. Witano nim i żegnano, dając przy rozstaniu na znak błogosławieństwa. Świeży wypełniał zapachem cały dom, czerstwy stanowił strawę dodawaną do zup, której smak pamięta jeszcze wiele osób. By zachował swoją świeżość z troską otulano go w płócienną ścierkę.

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba...
Tęskno mi, Panie...
- pisał Cyprian Kamil Norwid.

Gdzie dzisiaj podział się szacunek do chleba? Czy zapomnieliśmy już jakim darem jest?

Kiedyś  grzechem było położyć go na brudnym stole. Dzisiaj rozczulamy się losem głodujących dzieci w Afryce, ale nie dostrzegamy niczego złego w fakcie, że jego resztki lądują w koszu na śmieci. Prosimy o niego „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” i zaraz potem poniewieramy nim.

- Dzisiaj „ptasie mleczko” nie przynosi takiego szczęścia, jak kiedyś niósł chleb polany wodą i posypany grubym cukrem. Dwa razy w tygodniu nasza mama piekła z nami chleb. W całym domu pachniało świętem, bo chleb był skarbem. Pamiętam, że gdy upiekł się pierwszy bochen, dzieliła go między nas i jeszcze gorący wcinałyśmy ze smakiem - wspomina pani Maria Jagodziak z Cieszyna – Dla mnie chleb na zawsze pozostanie symbolem pracy i znakiem błogosławieństwa.  Starsi pamiętają jeszcze jaką radości niósł świeżo wypieczony bochen chleba i z jaką niecierpliwością wyczekiwało się momentu wyjęcia z pieca.

Gospodynie kroiły chleb zawsze w kierunku klatki piersiowej, gest ten był znakiem, że chleba wystarczy na długo. Jego symbolika jest bogata. Odchodząca ze świeżo upieczonego chleba skórka zapowiadała śmierć kogoś bliskiego. Pękający w trakcie pieczenia był oznaką nieszczęść…

 - Nie do pomyślenia było ukroić więcej chleba niż byliśmy w stanie zjeść, albo rozpocząć nowy bochen, kiedy poprzedni jeszcze nie został dojedzony… - dodaje.

Dzisiaj z szacunkiem do chleba bywa różnie. Nieraz z kontenera na śmieci wystają bochenki chleba, zwłaszcza kiedy święta dobiegają końca. Ci bardziej religijni pakują pieczywo do reklamówek i wystawiają obok śmietników. Nikt już nie przemierza mieszkań z pytaniem -  "czy jest suchy chleb dla konia?", jak to robił nieodżałowany Jarema Junosza-Stępowski w serialu „Wojna domowa”. Wydaje się, że czego, jak czego ale jego wszyscy mamy pod dostatkiem. – Po co więc się o niego martwić? – słyszę od młodego człowieka, gdy pytam jaki jest jego stosunek do chleba.

... Bo chleb jest znakiem człowieczego trudu… - mówię z pewnością w głosie - … Bo szacunek do chleba to również szacunek do ciężkiej, codziennej pracy… i do naszego dziedzictwa kulturowego…

Młody człowiek chyba jednak nie zrozumiał moich słów. Lekko potrząsa ramionami na znak, że wszystko mu jedno.

A ja mam przed oczami historię opowiedzianą babcinymi wspomnieniami: „bywało, że za chleb płaciliśmy złotymi pierścionkami… kromka miała większą wartość niż złoto…” i pamiętam też matczyną przestrogę: „szanuj, bo może ci go zabraknąć”.

Czy jesteśmy jeszcze w stanie nauczyć się szacunku do chleba? Myślę, że tak… jeśli tylko kupując pachnące pieczywo w osiedlowym sklepiku, czy piekarni uświadomimy sobie wysiłek związany z zasiewem ziarna, jego zbiorem, zemlęciem na mąkę, przygotowaniem ciasta i wypieczeniem z niego pięknego bochna… Jeśli tylko wyobrazimy sobie spragnionych okruszyny chleba więźniów obozów koncentracyjnych… Jeśli tylko potraktujemy go jak dar… nie jak oczywistość.

Zaczniemy od siebie – kreśląc na chlebie znak krzyża, zanim szacunku do chleba nauczy nas niedostatek.

Barbara Stelmach-Kubaszczyk
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter